niedziela, 6 maja 2018

37. Drugi puzzel.



Dla Usagi ten dzień stanowił istny przykład typowego piątku 13. Nie była przesądna, ale pasmo niepowodzeń jakie ją nawiedziło sprawiło że miała ochotę usiąść na środku korytarza i płakać z bezsilności. Poziom jej irytacji osiągnął apogeum gdy odkręcając butelkę wody wylała na biurko, zalewając podręcznik, zeszyt i siebie.

- Co z Tobą?- zapytał się Horokeu nie widząc jej jeszcze w takim stanie. Zaprezentowała mu piękną wiązankę, która w dobitny sposób opisywała jej nieudany dzień nie unikając przy tym łaciny kuchennej. Niebieskowłosy popatrzył po wszystkich przerażony tym obliczem jego słodkiej dziewczyny. Wbrew jej niewinnej urody, wyglądała teraz przerażająco. Spodziewał się raczej widoku zdenerwowanego dziecka, a nie drugiej Anny. Przełknął ślinę i spróbował tego co według niego działało na wszystkie kobiety.

- Chcesz coś słodkiego?- spojrzała na niego z istną furią w oczach i już wiedział że powinien uciec w stronę słońca, bo przecież zawsze istniała szansa że ją oślepi, a on zdoła się schować.

- A jak ma mi pomóc czekolada?!!!- wrzasnęła nie kryjąc się już ze swoim złym humorem. Wyszła z klasy zamaszystym krokiem, wiedząc że połączenie białej bluzki i wody wywołuje skrajne reakcje. Na szczęście szkoła była zaopatrzona w suszarki do rąk więc jakoś sobie poradziła. Przed łazienką już na nią czekał Usui, który został wygoniony z klasy przez Kasumi. Pomachał batonikiem z truskawkowym nadzieniem, wiedząc że mu się nie oprze. Wyrwała mu go z ręki i bez słowa odpakowała, po czym wzięła do buzi potężny kęs. I tu pomysły niebieskookiego się kończyły.

- Robimy coś w święta?- zapytała się pierwsza by przerwać tę męczącą ciszę. Chłopak westchnął, po czym położył głowę na ręce która opierała się na jego lewym udzie, a prawdą dłonią zaczął gładzić jej kolano. Niemalże odruchowo znalazł tam małą bliznę, którą się zawsze bawił.

- To już prawie rok.- powiedział zamyślony.- Ależ to zleciało.

Wzruszyła ramionami.- Czas leci zawsze tak samo.

- Możemy coś zrobić.- uśmiechnął się do niej łobuzersko, gładząc ją po kolanie. Podniosła prawą brew do góry, ale jej usta wykrzywiły się delikatnie do góry.

- Chciałabym gdzieś pojechać na 3 dni.- oznajmiła, na co on z chęcią przystał. Prywatność w ich wykonaniu ograniczała się do kilku chwil u niej w domu, więc spędzenie tych 3 dni we dwoje brzmiało naprawdę obiecująco. Jednak pozostawał mały problem. Otóż wyjazd jak każdy inny kosztował, w związku z czym trzeba było znaleźć pieniądze, a to równało się tylko z jednym – Horo musiał znaleźć pracę.

Dla Yoh ten dzień również nie był łaskawy, nigdy nie był orłem jeśli chodzi o nauki ścisłe, ale ten semestr był dla niego istną tragedią. W końcu wychowawczyni musiała wziąć go na rozmowę, oznajmiając że może mieć poważne problemy jeśli nie weźmie się do roboty. A to już nie wyglądało tak łatwo, nie chodziło nawet o to że nie miał czasu, ale najzwyczajniej w świecie chęci. Gnębiło go standardowe pytanie, na które każdy uczeń próbuje znaleźć odpowiedź – po co mi to?

Anna jednak nie miała czasu na takie bzdury i wyraziła się jasno, zaraz po tym jak nawrzeszczała na niego za oceny, że ma to zdać bo ją popamięta. Motywacja była niestety tylko chwilowa, bo później jak zwykle nie umiała mu się oprzeć gdy ją przepraszał za złe wyniki w nauce.

- Jesteś niemożliwy.- powiedziała, po kolejnym pocałunku. Krzesło w jej pokoju okazało się całkiem solidne, utrzymując dwie osoby. Na biurku leżały jej notatki i podręcznik wraz ze szklanką wody. Od mniej więcej 20 minut zajęci byli czym innym i chociaż próby protestu były, to i tak został stłumione.

- Od jutra masz korepetycje z Mantą.- oznajmiła w końcu rzeczowo Anna, gładząc swoją spódnice z mundurka, gdy już zeszła z Yoh.

- A nie mogłabyś wezwać ducha jakiegoś fizyka czy coś?

- Znowu chcesz oszukiwać?- zapytała groźnie.

Chłopak uśmiechnął się do niej tym uśmiechem, który najbardziej w nim kochała po czym w kilku zdaniach wyjaśnił że inaczej to nie ma sensu.- Anna nie zamierzam iść na studia. Tu jest nasza przyszłość, nasze Inn En, i naprawdę nie potrzebuje do tego fizyki.

Ciężko było przekonać siebie samą, a co dopiero jego że nie ma racji. Również nie podzielała entuzjazmu jakim niektórzy darzyli nauki ścisłe, ale oszustwo nie brzmiało dobrze.

- Po prostu się postaraj.- odpowiedziała bez większej chęci.

Wówczas oboje usłyszeli dzwonek do drzwi, więc zeszli na dół sprawdzić kto tym razem postanowił ich odwiedzić. W drzwiach stał nie kto inny jak Ryu, a za nimi Lyserg wraz z Jeannie. Widać było u chłopaka lekkie zażenowanie, zapewne wylewnym przywitaniem przez swojego przyjaciela. Wyraz twarzy u czarnowłosego uległ zmianie, gdy zobaczył że osobą która przytrzymuje drzwi jest sam Król Szamanów.

- Ryu!- krzyknął wyraźnie uradowany Yoh, by zaraz zbiec po schodach i przywitać się z dawno niewidzianym znajomym.

- Nie mówiłeś że planujesz zjazd przyjaciół.- powiedział Hao obserwując jak gromadka ludzi wchodzi do salonu.

- Bo nie planowałem.- odparł szczerze uśmiechnięty szatyn.

Gdy już zasiedli a herbata została podana dla wszystkich, Ryu zaczął opowiadać o swoich podróżach. Niestety nie znalazł swojej ukochanej, która chciała by dzielić z nim życie aż po grób, jednak cieszył się że wrócił do swojego ukochanego miejsca, który na zawsze pozostanie jego domem. Wypowiedź przeszkodziło mu pukanie do drzwi.

Szatynka kręciła się niespokojnie przy drzwiach, nie wspominała dobrze tego miejsca, ani tej felernej wizyty. Całą podróż czuła się zdenerwowana, chociaż wiedziała że jedzie jedynie w przyjemnym celu. Ale teraz gdy na horyzoncie pojawił się ktoś nowy liczyła że te smutne wspomnienia zastąpi nowymi, o wiele przyjemniejszymi.
- Otworzę.- usłyszała głos i już po chwili chłopak z jej marzeń stał przed nią posyłając zawadiacki uśmiech.
- Bonjour Hao!- odpowiedziała radośnie. – Mogę u was posiedzieć? Zapomniałam kluczy.- w końcu każdy pretekst jest dobry.

- Cóż właściwie mamy już jedną niezapowiedzianą wizytę. Dołączysz?- gestem zaprosił ją do salonu, gdzie całe towarzystwo na powrót gwarnie rozmawiało. Tym razem Ryu wręczał podarki dla każdego z nich jaki przywiózł ze swojej podróży. Wówczas w pokoju pojawiła się zagraniczna piękność i reszta stanowiła formalność.

- Bądź moją damą!- krzyknął brunet klękając przed nią z bukietem kwiatów.
- Oh!- Barthez nieco się zdziwiła, ale z grzecznością przyjęła podarunek.- Jakie piękne!- zachwycała się nad wiązanką.

Szok. Jednak najbardziej zaskoczony był właśnie Ryu, a nie pozostali. Nawet Anna oderwała się od pięknego zaparzacza do herbaty uważając że to jest ciekawsze.

- Nie…- zaczął Lyserg, a zaraz za nim był Yoh, który dopowiedział-… możliwe.

Umemya przełknął ślinę, po czym nadal klęcząc zapytał się cichutko- Zdradzisz o piękna swe imię?

- Roxane Barthez.- zaśmiała się kokieteryjnie. – A ty?

Wtem brunet wstał i przedstawił się pełną piersią nie zapominając o swym towarzyszu Tokageroh, który pojawił się tuż obok niego, jednak którego szatynka nie zdołała zobaczyć. Niestety pozostali nie zdążyli uprzedzić swego przyjaciela, więc zapanowała zupełna cisza, która przerwała medium.

- Nie masz własnego domu?- zapytała wrednie, jednocześnie chcąc uniknąć tłumaczenia o szamaństwie. Niestety szatynkę bardziej interesowało co innego.

- Tokageroh? – zapytała zdezorientowana, ale nikt nie chciał jej wyjaśnić, więc żeby nie wyjść na głupią postanowiła zmienić temat. - Hmm… Czy my się już czasem nie poznaliśmy?- zapytała, nie wiedząc że Ryu traktuje to jako formę flirtu.

- Zapamiętałbym taką śliczność.

Większość osób zachichotała gdy już wyszła z szoku, jednak medium wbiła wzrok w Tokageroh który lewitował tuż przed francuską próbując tym samym rozproszyć swojego towarzysza. Dla większości wyglądało to komicznie szczególnie że Ryu plątał się w swoich wypowiedziach, a zielony duch przyjmował co raz to bardziej odważne pozycje. W końcu medium westchnęła i machnęła na to ręką.

Barthez widząc że nowo poznany kolega zachowuje się dziwnie uznała że to dobry moment na zwrócenie jego uwagi na coś innego. Posłała mu jeszcze raz uśmiech licząc że tym się zadowoli, po czym przeniosła wzrok na blondynkę, która wyglądała na znudzoną.

- Mam swój dom, ale zapomniałam kluczy, a Nicole nie odbiera telefonów. - odpowiedziała na zadane wcześniej pytanie.

- I wróciłaś się aż tutaj? - dom szatynki znajdował się jeszcze dalej od szkoły od Inn En, stąd też pytanie medium wydawało się na miejscu, ale i tak każdy wiedział jaki był prawdziwy powód jej wizyty. Zmieszanie na twarzy dziewczyny było wystarczającą nagrodą dla Kyoyamy i chociaż miała w głowie jeszcze kilka innych zagrań, to postanowiła dać jej dzisiaj spokój.

- Nadal nie powiecie mi kto to Tokageroh? Jaszczurka?- uparcie dążyła do celu.

- Roxanne- san, masz może stały kontakt z kimś z Francji? Czuje się strasznie odcięta i jestem ciekawa co się dzieje w kraju.- na pomoc przyszła Jeannie. Oczywiście tym razem stało się jasne, że coś ukrywają przed nią i to w dodatku wszyscy, jednak postanowiła odłożyć to na później a teraz zając się pogawędką ze srebrnowłosą. Niestety jej wzrok cały czas uciekał w stronę długowłosego, który usiadł tuż przy Annie i jej zdaniem było to zdecydowanie za blisko. 

- Jesteś nieczuły.- oznajmiła cicho.

- Nie mniej niż ty. - odparł, patrząc na nią z politowaniem. - Widzisz ile mamy ze sobą wspólnego? Zostaw mojego brata i ucieknijmy razem.

Medium wywróciła oczami i zirytowana przesiadła się bliżej narzeczonego, co z kolei zadowoliło Barthez jak i Yoh. Dla francuski naturalnym by się wydawało że chłopak zaraz powinien złapać ją za dłoń, albo położyć rękę na kolanie, czy też objąć. Właściwie wyczekiwała tego i irytowało ją jak bardzo ta dwójka tworzy między sobą barierę. 

Po godzinie bezczynności i zupełnym zignorowaniu przez Hao uznała że nie będzie robić z siebie idiotki i uznała że to najwyższa pora udać się do domu. Jednak jadąc metrem i rozmyślając nad minionymi wydarzeniami uznała że nie było to aż tak bezowocne spotkanie. Teraz oprócz Hao miała jeszcze jeden cel - odkryć kolejną tajemnicę jej przyjaciół.

Tym razem Roxanne postanowiła zagadać do Manty od tak. Najpierw wspomniała coś o teście, który pisali przed wczoraj, krążąc powoli wokół tematu jaki chciała poruszyć.

- Jeszcze ten japoński. – westchnęła.- Gdyby nie Hao nie wiem jakbym sobie poradziła.

- Hao?!- zdziwił się.

- Tak. Wpadłam wczoraj do Inn En na korepetycje. -  Manta stał oniemiały dziwiąc się że ta dziewczyna jeszcze żyje, ale wraz z tym co mówiła jego zdziwienie rosło co raz bardziej. – I był też tam wasz znajomy Ryu. Przedstawił mi Tokageroh. Dziwny gość…

- Widziałaś Tokageoh?! Jakim cudem? – Mata szybko analizował realne pomysły. – Może przez to że przebywa z nami…- mruczał pod nosem, ale Roxannie nie za wiele to wyjaśniło.- Widziałaś tylko Tokageroh? Czy pozostałych też?

- Pozostałych?

- No Amidmaru, Basona, Kokoro?

- N-nie… tylko Tokageroh.- odpowiedziała niepewnie.- Um… wiesz co przypomniałam sobie o czymś. Muszę już iść.

Uciekła mu sprzed nosa, zanim zaczął zadawać pozostałe pytania. Miała 4 imiona i Internet w bibliotece do dyspozycji oraz 15 minut przerwy. Czuła że jest już blisko, mimo kilku nieudanych prób. Dopiero imię Amidamaru przyniosło jej jakieś wyniki, ale na pewno nie było to nic oczekiwanego.

- Wojownik cesarza?- powiedziała na głos.

To wszystko nie miało sensu, mimo to postanowiła odwiedzić muzeum zaraz po szkole. Z bólem serca zapłaciła za bilet i przewodnik po francusku. Nie interesowały jej tematy historyczne, ale to była jej ostatnia deska ratunku, ostatni możliwy zaułek. Westchnęła zrezygnowana, kiedy okazało się że nic nowego nie odkryła. Spojrzała na zdjęcie nagrobka Amidamaru wraz z podpisem gdzie się znajduje. Zawahała się czy aby to miało sens, ale skoro i tak straciła już tyle czasu to co jej szkodzi. Znalazła najbliższą stacje kolejową i odszukała na mapie gdzie powinna się udać. Ku jej zdziwieniu odkryła że nie tak daleko mieszka Yoh.

Wiedziała że w Japonii wierzą w duchy, że religia i zabobony są tu na porządku dziennym, szczególnie w mniejszych miastach i wioskach. Ale przecież to byli jej rówieśnicy, którzy wychowywali się na w takich samych warunkach co ona. Pokręciła głową ze zrezygnowaniem, ale mimo to postanowiła poczekać. Musiała tą sprawę doprowadzić do końca. W swoim notatniku miała zapisane wszystkie imiona i informacje jakie udało jej się znaleźć, czego niestety nie było za wiele. 

Błądziła między domami widząc w oddali wzgórze do którego zmierzała. Jednak labirynt płotów i ogródków był nie do przejścia. Robiło się ciemno, a ona na prawdę nie znała tej okolicy, a perspektywa powrotu na dworzec graniczyła z cudem. Wzięła kilka głębszych wdechów, które pozwoliły jej się uspokoić. Przecież zawsze mogła poprosić rodziców o to by po nią przyjechali.

Przekraczając bramę cmentarza usłyszała głośny gwar, który dobiegał z chatki stojącej przy wzgórzu. Przyznała że było to dziwne miejsce na spotkanie, i przecież zawsze mogła się wykręcić że odwiedza zmarłego krewnego, chociaż wymówka mogła się nic zdać, jeśli był to jakiś gang. Nie wiele się pomyliła.

- Chyba się jasno wyraziliśmy, że to nasze miejsce?!- krzyknął jeden z mężczyzn, celując w nią kijem, jednak zaraz potem szybko się zreflektował widząc że stoi przed nim dziewczyna.- Gomenasai!- ukłonił się nisko, a jej tętno powoli zwalniało.- Myślałem że jesteś z gangu Żelaznej Pięści.

- Hej B-Boy, kogo tam masz?-po chwili pojawiła się reszta grupy, a wraz z nimi Ryu.

- Piękna Roxanne. Co ty tu robisz o tej porze? Hao Cię tu zostawił? To by było w jego stylu, niech go dorwę!

- Sama tu przyszłam!- musiała podnieść głos, żeby ponownie zwrócił na nią uwagę. – Ale skoro Cię już widzę… kim jest Tokageoroh?

***
Da da dam! Cóż za zakończenie!

A tak poza tym to witam wszystkich :) Od razu chcę przeprosić za tą zwłokę w dodaniu nowej części, serce mi się krajało jak widziałam komentarze ponaglające mnie bo sama wiem jakie to beznadziejne uczucie gdy chcesz wiedzieć co dalej a tu brak odzewu. Na prawdę o niczym innym nie myślałam od 2 tygodniu jak tylko kiedy ja w końcu dodam nowy rozdział. Jednak kwiecień był dla mnie bardzo ciężkim miesiącem pod względem obowiązków i po raz pierwszy od dawna nie wiedziałam jak dobrze zorganizować czas. W każdym razie kosztem odespania nieprzespanej nocy wstawiłam rozdział :)
Co do komentarza Saki Mido: w pierwowzorze demon miał zaatakować Annę, ale potem im bardziej się nad tym zastanawiałam tym bardziej było to niekanoniczne. Ona jest za silna na to i najzwyczajniej w świecie nie przeszło by to. Było by to na siłę robienie z Anny głównego bohatera i poszkodowanej, a prawda jest taka że nie widzę jej w tej roli. 

Jak zwykle jestem ciekawa co sądzicie ;) Piszcie w komentarzach!
Przepraszam za błędy.

Pozdrawiam ;)

Źródło obrazka: https://myanimeshelf.com/character/71158_Umemiya_Ryunosuke