piątek, 3 lutego 2023

68. Uczucia.

    



    Jeanne wraz z Lysergiem zostali na kilka dni, co też sprawiło że wieczory trwały dłużej przechodząc powoli w noce. Jun koniecznie chciała nadrobić zaległości z Piriką, do tego stopnia że nawet nie zauważyła dziwnego zachowania swojego brata. Z kolei Ryu, cały w skowronkach, gotował na potęgę, jednak sam nie mógł się zdecydować czy bardziej cieszy się z towarzystwa swojego zielonowłosego przyjaciela, czy francuskiej piękności. Roxanne stopniowo zmieniała swoje nastawienie do bruneta, jednak nadal łapała się na tym że gdy tylko Hao pojawiał się w pobliżu to właśnie jego uwagę chciała zwrócić. Niestety długowłosy szaman zupełnie ją ignorował, zdecydowanie bardziej wolał irytować swoimi docinkami wszystkich dookoła, niż bawić się w romanse. 

    Mimo to w głowie ciągle miał tamtego szamana z dnia otwarcia Inn En. Nie powiedział nikomu o spotkaniu z nim, ani o tym że Oni nadal nie wróciły. Nie był pewny czy w ogóle wrócą. Wmawiał sobie, że czeka na dogodny moment by powiadomić o tym swojego brata i jego narzeczoną, ale jednocześnie nie chciał przyznać się do porażki. Miał dwie opcje, wrócić do swojego sanktuarium i dowiedzieć się o nim czegoś, ale to by oznaczało że zostawi Klejnoty bez opieki. Dlatego został. Wiedział że mężczyzna prędzej czy później pojawi się znowu, w końcu dosyć wyraźnie zadeklarował że chciał dostać w swoje ręce Yasakani-no-magatama.

- Ren!- wrzasnęła jego siostra gdy wyciągnął Guan-Dao mierząc w Horokeu. - Zablokuje Ci karty kredytowe, żebyś nie kupował nowych broni!- zagroziła, co wywołało ogólny chichot wśród zebranych. 

- To pochodzi z naszej zbrojowni i nie masz takiego prawa!- odparował panicz Tao, jednak posłusznie odłożył swoją ulubioną zabawkę do grożenia innym. - Co?- warknął w stronę Piriki, która wpatrywała się w niego.

- Masz krótszy czub… Obciąłeś włosy?- zapytała zupełnie nie zdając sobie sprawy, że dla Rena czub był dumnym znakiem rozpoznawczym. Chwilę po tym jak złotooki zrobił się cały czerwony, Horokeu wybuchł niepohamowanym śmiechem, wychwalając przy tym swoją siostrę. Natomiast ona sama nie wiedziała że nadepnęła mu na odcisk.

- To chyba dlatego, że rosną mu dwa inne.- rzekła poważnie Jeannie przypatrując się głowie szamana.- Tutaj i tutaj.- wskazała na dwa małe kosmyk i już po chwili każdy nachylał nad Renem zaciekawiony spostrzeżeniem.

- To wygląda jakby się nie uczesał rano.- stwierdził Horokeu i już po chwili historia zatoczyła koło, i oboje wrócili do swoich kłótni i wyzwisk.

Tymczasem na twarzy Hao pojawił się wredny uśmieszek, zachowanie Jeannie nabrało nowego sensu gdy spostrzegł jak wzrok Tao przeskakiwał między nią a Piriką. Już miał otwierać usta by rzucić niewybredny komentarz, lecz uprzedziła go medium.

- Nawet się nie waż.- warknęła w jego stronę, zastanawiając się czemu zawsze na tych spotkaniach siadał obok niej.

- Nie udawaj, że Cię to nie ciekawi.- odpowiedział jej, po czym mrugnął okiem.

- Nie wywołuj trzeciej wojny światowej w moim nowym salonie.- zaśmiał się na jej słowa, a potem nagle zamilkł widząc jak Klejnot delikatnie się błyszczy.

- Widzę, że obecność drugiego Yasakani-no-magatama dobrze działa.- Itako rzuciła okiem na swój najnowszy nabytek. Zachowywał się tak odkąd połączyli je na chwilę z Yoh w parku. Nie przestawał blaknąć, mienił się jakby obsypany brokatem a w nocy emitował lekkie światło. - Nie ma za co. - dodał, sugerując tym samym że to tylko dzięki niemu, skoro znalazł drugi. 

- Powiesz w końcu po co Ci one?- zapytała niby od niechcenia, ale w jej oczach widać było determinację. Przyglądał się jej przez jakiś czas próbując odczytać cokolwiek, ale jak zawsze pozostawała dla niego zamkniętą księgą. 

- Gapicie się na siebie już dobrą minutę.- obok Anny pojawiła się Roxanne, której nie spodobała się ta bliskość. Jednak została zupełnie zignorowana, tak jakby tamta dwójka była oddzielona od pozostałych niewidzialną ścianą.

- Możesz próbować do woli, ale nigdy nie będziesz w stanie złamać moich osłon.- medium zmrużyła oczy, wiedząc doskonale, że Hao szukał dziury w jej murze jaki miała utworzony by chować przed nim swoje myśli. 

- Jesteś pewna, że nigdy?- zapytał i medium wiedziała że ma w zanadrzu argument, którego się nie spodziewa. - W nocy Twoje osłony są całkiem kruche.- rzucił dumny z siebie. Jednak nie spodziewał się, że reakcją Itako na jego słowa będzie to że się do niego nachyli i patrząc prosto w oczy przyzna, że nie sypia sama.

- W takim razie dobrze że drugi Klejnot nie znajduje się daleko. Jak sam powiedziałeś obecność drugiego Yasakani-no-magatama dobrze działa.- swoją wypowiedź uznała za koniec ich rozmowy, czego jednak nie zaakceptował Asakura. Uwielbiał mieć ostatnie słowo i przysłowiowa kropka nad “i” musiała należeć do niego.

- Powinienem zostawić go dla siebie.- nie udało się medium zachować kamiennej twarzy. Jego żarty o zainteresowaniu jej osobą nie brała na poważnie i spodziewała się, że mówi je tylko dlatego, żeby wyprowadzić ją z równowagi, lecz tym razem czuła bijącą od niego szczerość. Poczuła się jak wówczas gdy spotkali się po raz pierwszy i z taką łatwością oznajmił jej że powinna zostać jego żoną. 

- Dobrze wiesz, że nigdy bym się nie zgodziła. - wstała ze złości i nieświadoma podniosła głos, sprawiając że zwróciła na siebie uwagę. Tym razem jednak Hao nie potrzebował cokolwiek dopowiadać, wystarczyła mu jej reakcja. Siedział nadal spokojne, posyłając jej uśmieszek który chciała zetrzeć za wszelką cenę. 

- A oni znowu flirtują. - mruknął Horokeu do siebie, lecz wystarczająco głośno by doprowadzić Annę do wrzenia. Bez zawahania rzuciła w niego klapkiem na tyle mocno że poleciał do tyłu, upadając na plecy, a na czole z sekundy na sekundę pojawiał się coraz większy ślad. 

- Lepiej przyjrzyj się swojej siostrze i przyjacielowi.- długowłosy wskazał na Tao, który zadowolony przyglądał się wielkości guza na twarzy Usui. - A ty Jeannie nie martw się, jak się nie uda to Lyserg z pewnością będzie czekał.-powiedział to co chciał od samego początku, a następnie patrzył jak wszystko wybucha. 

    Sytuacja nie unormowała się przez cały dzień. Horokei chodził za swoją siostrą, która zarzekała się że nic między nią a Renem nie ma, a jak zamknęła się w łazience na godzinę to przerzucił się na zlotookiego który nie był już tak pobłażliwy. 

- Zaraz Ren się wścieknie. - skomentował Manta, widząc że czub Tao osiąga już swoje maksymalne rozmiary, co było wprost proporcjonalne do poziomu zirytowania jego właściciela. Ta zażyłość, bądź symbioza jak zwykł mawiać, od zawsze go fascynowała.

- Przejdzie im jak zwykle. - odparł Yoh, wpatrując się w ostatni kawałek ciasta z utęsknieniem.

- Horo Horo potrafi być nadopiekuńczy jeśli chodzi o Pirike.

 - O Pirike? - powtórzył szatyn nieco zdziwiony.

- Nie masz pojęcia co Twój brat narobił, prawda? - upewniła się Anna, a gdy pokręcił głową do rozmowy wtrąciła się Roxanne.

- Oh litości, ty rzeczywiście jesteś beznadziejny w te klocki! Między Pirika a Renem coś iskrzy, dlatego Horokeu się wkurza. Do tego dochodzi fakt że Jeanne czuje miętę do Rena i bum! Mamy niespełniony trójkąt miłosny. - streściła szatynka.  Wzrok Yoh przeskakiwał pomiędzy jego przyjaciółmi i widać było że namiętnie analizuje to co właśnie usłyszał.

 - Że niby Ren? - upewnił się, a głowie w kółko słyszał jego słowa Mam serce z kamienia…

 - Tak Ren!- odpowiedziała Barthez, na co Yoh zmarszczył brwi i postanowił zrobić to co zawsze gdy nie wiedział co o tym myśleć.

- A ty Manta, co sądzisz?- blondyn zachichotał nerwowo, gdyż wolał uniknąć komentarza. Guan Dao nadal pięknie lśniło w ręce Tao i wolał oglądać je z daleka. Wzruszył ramionami, licząc że tyle wystarczy.

    Dochodziła pora kolacji i Ryu uznał że nie można jeść posiłku w takiej atmosferze, i jako znawca wątków damsko-męskich postanowił rozwiązać, a przynajmniej załagodzić ten konflikt. 

- Przysięgam, że jak za 10 minut na stole nie będzie jedzenia, komuś stanie się krzywda.- Anna patrzyła złowrogo na kłócących się Ren`a, Horo i Ryu. Jej noga tupała coraz szybciej, a założone ręce świadczyły że cierpliwość jest na wykończeniu. Yoh już miał coś powiedzieć, ale wówczas Guan Dao minęło za blisko nową zasłonę i medium ruszyła w stronę kłócących się. Bez ostrzeżenia chwyciła Horokeu za ucho i zaczęła wlec go po podłodze dobitnie wyjaśniając, że Pirika nie potrzebuje niańki i że tylko pogarsza sprawę. Rzuciła go pod stopy siostry i oznajmiła że mają się natychmiast dogadać. - A ty lepiej się zdecyduj zanim Jun się zorientuję. - zwróciła się do zlotookiego, zerkając jednocześnie złowrogo na Ryu, który natychmiast pognał po kolację. 

- Anna będzie kiedyś wspaniałą matką.- podsumowała z podziwem Roxanne po tym jak wyszła z szoku.

    Pożegnanie między przyjaciółmi nigdy nie było tak sztywne jak tego poranka. Rodzeństwo Usui za wszelką ceną chciało jak najszybciej udać się w podróż i za nic w świecie nie zgadzali się by wrócić za pomocą odrzutowca Tao. Jun wpatrywała się w Pirikę niczym w ranne zwierzę, licząc że weźmie ją na litość. Posiadanie niebieskowłosej jako przyszłej szwagierki było spełnieniem jej marzenia, o którego istnieniu nie miała pojęcia. Natomiast Horokeu nie spuszczał wzroku z Rena, warcząc za każdym razem gdy ten zbliżał się do Piriki za bardzo. Tao tylko prychał widząc jaka atmosfera panuje i również sztyletował wzrokiem swojego przyjaciela. Manta nieco poddenerwowany starał się wspólnie z Ryu załagodzić sytuację, niestety na próżno. Anna zaczęła się niecierpliwić, widząc że każdy marzy o tym by jedynie udać się w swoją stronę. Jedynie Yoh wyglądał na jak zwykle szczęśliwego. 

- Yoh-dono, nie martwi Cię to?- zapytał Amidamaru, tuż po tym gdy przyjaciele się rozstali. 

- Nie bardzo. - odparł, posyłając mu uśmiech. - Pamiętasz jak było gdy Turniej się rozpoczął? Chcieli się niemal pozabijać, a teraz zastanawiamy się kto z kim się zejdzie.- zachichotał, po czym raz jeszcze spojrzał na drogę, którą przed chwilą odjechała limuzyna Tao. Duch zaśmiał się na to spostrzeżenie, jednocześnie uświadamiając sobie po raz kolejny, że jego przyjaciel zawsze we wszystkim i w każdym dostrzeże coś pozytywnego. 

    I to było w nim niesamowite, że po tylu latach, obfitych w trudne i nieraz przykre wydarzenia nic się nie zmienił. Pozostał sobą, wiecznym optymistą, niezmiennym idealistą, widzącym więcej, ale jednocześnie przy tym ewoluując w coraz lepszą wersję siebie.

***

Cześć wszystkim!

Powolnymi kroczkami, dopisując po kilka zdań od czasu do czasu udało mi się w końcu naskrobać notkę! Nawet nie wiecie z jaką radością klikam dzisiaj przycisk opublikuj. 

Nie da się ukryć że zajęło mi to o wiele więcej czasu, niżbym chciała. Nie powinnam Wam tego robić. Niestety nie jestem w stanie się rozdwoić, mimo że bardzo bym tego chciała.

Czytając czyjeś opowiadania zawsze mnie irytowało wstawanie notek raz na rok. Już raz na miesiąc było dla mnie słabe, ale chyba już rozumiem czemu tak to wyglądało. 

Nie mogę Wam obiecać że będzie lepiej. Ciężki rok za mną, i nie jestem pewna czy zapowiada się że będzie łatwiej, mimo to zawsze z uśmiechem czytam komentarze, a myślenie o shaman king poprawia mi nastrój jak nic innego chyba. 

Nie chcę porzucać opowiadania, więc proszę również Was o to.

To że nie daje znaku życia nie znaczy ze zapomniałam. To co mogę Wam obiecać to to, że jeśli zakończę przygodę z blogowaniem to na pewno się o tym dowiecie. Więc proszę zaglądajcie tu nadal, to na prawdę sprawia że dzień robi się lepszy!

Przepraszam, ze tak to wygląda, nie tego chciałam.

Ściskam Was serdecznie!

Źródło obrazka: https://pl.pinterest.com/pin/shaman-king--125889752074920556/


wtorek, 1 marca 2022

67. Konfrontacja.



Dzień otwarcia Inn En rozpoczął się bardzo wcześnie dla domowników. Ryu wraz z Tamao królowali jak zwykle w kuchni przygotowując dania i przekąski dla gości, Yoh pod musztrą swojej babci zamiatał jeszcze podłogi, a Anna zaraz po tym gdy sprawdziła czy wszystko z jej listy jest wykonane, zaszyła się w swoim pokoju. 

Gdy Jun zapytała się co ma zamiar włożyć, nie miała dużego dylematu. Mimo prób nakłonienia przez Doshi do jednego z eleganckich kostiumów - “Będziesz w tym wyglądać jak prawdziwa Business Woman”- ona wiedziała od początku że postawi na tradycje.

Kimono.

Piękne, granatowe, z białymi kwiatami oraz czerwoną obwódką na końcu materiału wyglądało na niej fenomenalnie. Keiko pomogła jej jeszcze z fryzurą, kończąc swoje dzieło ozdobą do włosów. Wiedziała że wygląda dobrze, czuła się świetnie w tym stroju mimo że był ciężki. 

- Pasuje do Ciebie. - powiedziała Keiko spoglądając raz jeszcze na swoją przyszłą synową. 

- Arigato. - odparła medium, doskonale zdając sobie sprawy z tego że tak właśnie jest. 

Zerknęła po raz ostatni do lustra, przypatrując się swojemu odbiciu, a następnie z trudem powstrzymując delikatny uśmiech ruszyła na dół w sam raz na spotkanie z pierwszymi gośćmi. 

- Kawaii! - krzyknęła Pirika widząc Anne.-Sugoi! Wyglądasz cudownie! - niebiesko włosa nie mogła przestać się zachwycać na wyglądem Itako. 

- Zwracam honor. W tym wyglądasz o niebo lepiej. - dorzuciła swoje Jun. 

- No dajcie spokój, nie przyszliśmy tutaj podziwiać kawałka materiału… - sapnął zirytowany Horokeu, który swoim nosem już na zewnątrz wyczuł piękne zapachy. 

- Oni-chan jesteś taki… taki… 

- Głodny. 

- Uh! brak mi słów! 

Nie trwało to długo zanim podano pysznie wyglądające przekąski. Wkrótce potem pojawiło się również kilka osób z klasy, którzy przyprowadzili swoich rodziców, jak i sąsiadów zainteresowanych nowym biznesem w okolicy. 

Anna wiedziała że to w starszej klienteli leży przyszłość więc zadbała by żadnemu z nich niczego nie brakowało, umiejętnie do tego wplatając reklamę gorących źródeł. 

Interes miał się głównie opierać na kąpielach, również leczniczych oraz w przyszłości zabiegach SPA. Do dyspozycji gości była również mini jadalnia zarządzana przez nowomianowanego szefa kuchni Ryu. I nawet jeśli wcześniej potencjalni klienci nie byli zbyt przekonani, tak po skosztowaniu wybornych dań przepadli całkowicie. Tamao nawet nie zdążyła przynieść dania głównego, a rezerwację już zdążyły się posypać. 

- Mam nadzieję że znajdzie się dla nas miejsce. - usłyszała melodyjny głos. Rubinowe oczy wpatrywały się w nią z iskierkami zadowolenia, że niespodzianka się udała. 

- Lyserg! - zawołał Yoh, równie zdziwiony co medium. - Nie wiedziałem że macie zamiar wpaść! 

- Jak moglibyśmy przegapić otwarcie InnEn? - odpowiedziała Jeanne. - Czy znajdą się jeszcze jakieś wolne pokoje? 

- Dla was zawsze. - odpowiedział szatyn posyłając dwójce przyjaciół szczery uśmiech. 

Nowych gości przybywało, w tym również nie zabrakło szamanów, prawdopodobnie za sprawką Hao i jego “prezentu” w postaci wysłania wiadomości za pomocą dzwonków wyroczni. Ren nadal odczuwał przyspieszone bicie serca jak usłyszał tylko tamtą melodyjkę, na domiar złego jego tętno również dziwnie podskoczyło na widok Jeanne. Nie spodziewał się jej tutaj zobaczyć, zresztą nie spodziewał się jej w ogóle jeszcze kiedyś zobaczyć. Jego uwagę pochłonęła również Pirika. Zastanawiał się co się mogło wydarzyć w jej rodzinnej wiosce, czy wszystko przebiegło bez zarzutów czy też może ktoś nadal chował do niej urazę? Podczas wspólnego mieszkania z nią poczuł się w pewien sposób odpowiedzialny za jej bezpieczeństwo oraz samopoczucie. Być może nie był najmilszy i często wyprowadzał ją z równowagi, ale to był po prostu jego sposób bycia. Jednak gdy wyjechała zrozumiał że to uczucie nie było zwykła chęcią opieki jakie czuł wobec swojej siostry. To było coś więcej, tylko nie mógł rozgryźć co takiego. 

- Gapisz się. - powiedział Hao. - Tylko nie wiem czy częściej na siostrę kumpla, czy święta dziewczynę? 

- Skoro to zauważyłeś to znaczy że ty się gapisz na mnie. Chcesz mi coś wyznać? - odbił piłeczkę. Szatyn zaśmiał się szczerze na jego słowa, a następnie mrugnął w prowokacyjny sposób i odszedł w kierunku przekąsek, zostawiając Rena nieco zarumienionego. Z drugiej strony pokoju dało się słyszeć głos staruszki, która ewidentnie była dumna ze swojej podopiecznej. 

- Mam tylko nadzieję że ten zajazd będzie więcej zarabiał niż w Aomori. - rzuciła kąśliwie. 

- Obaa-san, słyszałem że sprzedałaś tamten dom? 

- Tak. W końcu za coś trzeba wyprawić wasz ślub. - odpowiedziała, a Yoh natychmiast pożałował swoich słów. Średnio dwa razy na rozmowę najstarsza z rodu poruszała ten temat. - Młodsza się nie robię, a chciałabym zdążyć w tym uczestniczyć. Prawnuki sobie daruję, ale to ja Was ze sobą wyswatałam więc na ceremonii muszę być! 

- Oka - San przestań ich już męczyć. Niech chociaż będą pełnoletni.- żachnęła się Keiko, patrząc ze współczuciem na dwójkę nastolatków. 

- Za moich czasów… 

- Zgadzam się z Kino, za moich czasów również nie zwlekano z tym tak jak teraz. Jak się dwoje osób kochało to się pobierali. Poza tym moja droga Anno czy to przez przypadek nie są białe lilie? - dorzucił swoje Hao, wskazując na jej Kimono. - Symbolika przypadkowa czy specjalnie takie wybrałaś? 

- Może specjalnie, może nie. Na pewno nie dla Ciebie.- odpowiedziała medium.

- Po prostu pierwsze dziecko już macie. - pomachał rękami, wskazując na Inn En. - Może to już pora o tym pomyśleć? 

- Masz szczęście że przyprowadziłeś kilku klientów, bo przysięgam że z chęcią pozbawiłabym Cię możliwości posiadania dzieci. - warknęła Anna, wyraźnie już wściekła na przyszłego szwagra. Tymczasem Hao uznał że tym razem odpuści, mimo że miał w zanadrzu kilka ripost. 

- Wobec tego sprawdzę co tam u Opacho. - odparł jedynie, by następnie skłonić się nisko przed Panią domu. 

- Kiedyś go skrzywdzę. Mocno. - mruknęła pod nosem medium. 

Następnie nawet nie patrząc na rodzinę Asakura, udała się na chwilę do kuchni by ochłonąć. Wiedziała że wieczór dobiega końca i nadszedł czas na kulimnacyjny moment z tortem. Przepięknie prezentował się na blacie, liczne zdobienia symbolizowały Gorące Źródła, a wierzyła że i w smaku będzie pyszny. 

Drzwi ponownie się otwarły, lecz nie był to żaden z przyjaciół ani znajomych. Do środka wszedł młody mężczyzna w zapiętym po szyję garniturze, a następnie rozejrzał się po pomieszczeniu by na końcu spojrzeć na Anne. 

- Chyba się zgubiłem. - odparł zakłopotany, lecz medium nie dała się zwieść. Intuicja jej podpowiadała, że nie ma dobrych zamiarów więc odruchowo chwyciła za korale. - Ładna błyskotka. - oznajmił wskazując na klejnot przy bransoletce. - Zastanawiam się skąd go masz? - rzucił niedbale, ale jego oczy błysnęły niebezpiecznie. 

- Nie Twój interes. - odpowiedziała, mierząc go nadal bacznym spojrzeniem. Wiedziała że ma do czynienia z kimś silnym, ale nie potrafiła wyczuć żadnego ducha stróża, ani innego źródła jego mocy. Właściwie nie była nawet pewna czy ma do czynienia z szamanem. 

- Szkoda, bo bardzo mi się podoba. Chętnie bym go dołączył do mojej kolekcji. 

- Nie jest na sprzedaż.

- Są inne metody negocjacji. - obszedł blat tak że znalazł się przy torcie. - Być może następnym razem będziesz bardziej skora do rozmowy. No ale wygląda że nic tu po mnie. - rzucił jej ostre spojrzenie, a następnie zabrał na palec bita śmietanę z górnej warstwy i włożył go sobie do ust nadal nie przerywając kontaktu wzrokowego. - A szkoda, bo smakuje wyśmienicie.- dodał jeszcze a następnie wyszedł szybkim krokiem. Anna dopiero teraz zauważyła jak bardzo się napięła, jej bransoletka, korale i klejnot pulsowały światłem a serce biło zdecydowanie za szybko. Czy istniała szansa że to była ta osoba osoba co w Chinach? 

- Anna-San! Wszyscy Cie szukają! Za chwilę podamy tort, musisz być w centrum! - spanikowana Roxanne weszła do kuchni zupełnym przypadkiem. Była pewna że medium jest gdzieś na “salonach”. Kyoyama tylko przytaknęła wiedząc, że dziewczyna ma rację. 

W końcu mimo wszystko to był jej dzień, i Ci wszyscy ludzie zjawili się tutaj poniekąd dla niej. Nie mogła pozwolić by takie epizody miały wpłynąć na radość ze spełnienia marzenia. Mimo to gdy tort wjechał na salę, a ze świec leciały iskry nie mogła pozbyć się tego lepkiego wrażenie że ktoś ją obserwuje. Jakby stał za nią i dyszał wprost na kark, aż zimny pot oblał jej ciało. Dopiero podstawiony pod nos talerzyk z tortem nieco ja ocucił. Gdy nabierała na widelczyk kawałek spostrzegła, że w bitej śmietanie jest dziura, tak jakby ktoś ją stamtąd zabrał. W sekundzie odechciało jej się jeść i odstawiła słodycz na najbliższy stolik. To nie mógł być przypadek. Rozejrzała się dookoła, ale nikt nic nie zauważył, wszyscy zajadali się wypiekiem z uśmiechem na ustach.

Tymczasem mężczyzna wyszedł z domu bardzo zadowolony z siebie. Jawna konfrontacja z posiadaczką klejnotu była nieunikniona. I chociaż wiedział że go nie odda, cieszył się z przebiegu ich rozmowy. Widać było że dziewczyna nie panuje nad jego mocą, wystarczyło tylko lekko ją nacisnąć a kamień jarzył się mocą. Nie uczyniła żadnych postępów od czasu gdy nasłał na nią demona. 

W kolejnej sekundzie uśmiech zniknął mu z twarzy a na gardle pojawiła się ręka, która z każdą chwilą zaciskała się coraz mocniej. 

- Czy jest jakiś powód dla którego nachodzisz moja rodzinę? - warknął Hao, a w jego oczach płonęły wściekle ogniki. W końcu rzucił mężczyzną o ziemię, patrząc na niego z politowaniem. W jego ręku utworzyła się kula ognia, by następnie ruszyć w stronę przeciwnika, jednak atak został zablokowany a płomień rozproszył się dookoła. 

- Król szamanów we własnej osobie. Cóż za zaszczyt. - parsknął prześmiewczo. Niewidzialna siła zacisnęła się ponownie na jego gardle, a następnie pociągnęła nim po asfalcie.

- Zadałem pytanie!- naprawdę myślał że jak już osiągnie moc Króla Duchów to nie będzie musiał uciekać się do brudzenia sobie rąk. Jednak tym razem sprawa była delikatna, niewiele osób wiedziało o Klejnotach i ich przeznaczeniu. Wydawać by się mogło że ten osobnik przed nim jest świadomy. - Skoro nie chcesz mówić to nie. - powiedział bardziej do siebie, a następnie ruszył w kierunku leżącego mężczyzny. 

W takich przypadkach reishi było przydatne, mimo że na co dzień stanowiło zmorę. Niestety wyglądało na to że coś blokuję myśli, ale Hao miał sposoby na radzenie sobie z tego typu problemami. To czego jednak nie przewidział, to fakt że przeciwnik rozpłynie się w powietrzu. Niczym pochłonięty przez czarna dziurę, zniknął gdy tylko sięgał do niego ręką. Zaklął siarczyście a następnie przywołał kilka Oni, dając wyraźne polecenie szukania mężczyzny. Westchnął ciężko, wygładził ubranie a następnie udał się z powrotem do środka Inn En. 

W końcu niecodziennie córka Bogini otwiera swój własny biznes. 

***

Witam wszystkich!

Zdaje sobie sprawę że to może nie jest najlepszy czas na publikowanie opowiadania, ale być może są wśród Was takie osoby jak ja, które właśnie w taki sposób odreagowują stres. Czytaniem, pisaniem... po prostu zanurzeniem się w innym świecie niż ten realny.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie, trzymajcie się!

Źródło obrazka: https://www.pinterest.com.mx/pin/46373071151915065/

poniedziałek, 6 grudnia 2021

One-shot #9





Trzecie piętro odznaczało się dwoma kwestiami - salą dla samorządu szkolnego oraz makietą szkoły za którą była rozpostarta kotara z pięknym widokiem. Widok ten oczywiście nie miał nic wspólnego z rzeczywistym położeniem szkoły, a wręcz został tam postawiony by zasłonić to co prezentowało się za oknami. 

Trzecie piętro charakteryzowało się również tym, że przebywało na nim mało osób, w wyniku czego miejsce to upodobały sobie pary. Dużo zakątków, często nieoświetlonych, sprawiało że atmosfera robiła się wręcz intymna, a już w szczególności przestrzeń pomiędzy kotarą a oknami.

Anna jak co wtorek zmierzała do sali, w której z pozostałymi z samorządu omawiali najważniejsze kwestie. Skoncentrowana na swoich myślach, usłyszała rozmowę a jej wzrok od razu padł na zasłonę. Nie raz nakryła tam uczniów, chociaż po ostatnim widoku jaki zastała, wolała ignorować dźwięki dochodzące z korytarzy lub innych zakamarków trzeciego piętra. 

Niestety nie mogła tego zrobić tym razem. Serce jej przyspieszyło gdy wychwyciła imię swojego narzeczonego, w ustach zrobiło sucho jak zrozumiała że ktoś wyznaje mu swoje uczucia, a w żołądku zawiązał supeł gdy wreszcie usłyszała jego głos.

Czuła że wrosła w ziemię, jednocześnie chciała uciec jak i wparować tam by przerwać tą sytuacje. Stała tak długo, aż para postanowiła w końcu wyłonić się. Jej myśli pędziły w szaleńczym tempie analizując to co się przed chwilą wydarzyło, a wyobraźnia podpowiadała obrazy których nie chciała widzieć. 

Zupełnie nie zwróciła uwagi na dziewczynę, która ewidentnie nie była zadowolona. Zamiast tego po prostu wpatrywała się w szatyna. Tym razem nie umiała przybrać pokerowej twarzy, nie potrafiła stać się Królową Lodu, jak na nią czasem mawiano. Wiedziała, że wszystko po niej widać, każdą emocję która nią targała, uczucia które starała się skrywać, a już z pewnością przejęcie że to właśnie on tam stał. 

W końcu zmusiła się by przenieść wzrok na drugą osobę, którą okazała się być jej zastępczyni. Nie przyjaźniła się z nią, ale ceniła za dobre zorganizowanie. Nigdy właściwie nie zwróciła uwagi dlaczego często z taką łatwością dziewczyna załatwia sprawy, które jej sprawiały problem, ale teraz do niej dotarło że mogło mieć to coś wspólnego z jej ponadprzeciętną urodą. Młodsza koleżanka była naprawdę piękna, a Anna nagle poczuła się jako ta gorsza. 

Nie chcąc dłużej być trzecim kołem ruszyła do salki gdzie miało odbyć się spotkanie. Naprawdę starała się skupić na tym co mówi, poruszyć te kwestie które zaplanowała, ale była tak bardzo przejęta, że po prostu oddała pałeczkę komuś innemu. Unikała spoglądania na swoją zastępczynię, ale mogłaby przysiąc, że ta wpatruje się w nią z satysfakcją.

Ociągała się jak mogła ze spakowaniem jednej teczki, tak by wyjść ostatnia. Gdy w końcu wszyscy opuścili pomieszczenie usiadła z powrotem na krześle i schowała twarz w dłonie. Nie chciała wracać do domu, musiała to przemyśleć i jakoś sobie poukładać, a na razie w jej głowie panował istny chaos. 

Yoh jednak miał inne plany. Wszedł do środka, ale w tym miejscu jego odwaga się skończyła. Jak zawsze zresztą gdy chodziło o jego narzeczoną. Oboje nie byli dobrzy w okazywaniu sobie uczuć, Anna świetnie je skrywała a Asakura próbował ignorować. Trzymanie się na dystans było po prostu bezpieczną opcją, w końcu nigdy nie wiadomo kiedy sytuacja zrobi się na tyle nieprzyjemna że w ruch pójdzie sierpowy. 

- Przyszedłem wyjaśnić… tamto. - w zasadzie nawet nie wiedział jak to nazwać. 

- Nie ma co wyjaśniać. - rzuciła oschle medium, zupełnie nie gotowa by rozmawiać o sytuacji sprzed pół godziny. 

- Wydajesz się przejęta.- Yoh czuł, że nie ważne co odpowie dziewczyna, musi się usprawiedliwić.

- Byłam po prostu zaskoczona. - odparła licząc, że to zamknie temat. Jednak Asakura również był zdziwiony, gdy młodsza koleżanka poprosiła go o pójście za nią, a gdy tak szli we dwoje nagle zrozumiał że zmierzają na trzecie piętro. Nie był zbyt ochoczy by schować się za kotarę, wiedział co się dzieje na trzecim piętrze, nie raz słyszał historię jego kolegów o podbojach miłosnych. Mimo to pozwolił jej na to, ciągle się łudząc że chodzi o coś innego. Niestety nie chodziło. 

- Wiem ja to wyglądało, ale…

- Nie musisz się tłumaczyć, - przerwała medium. Bała się tego co usłyszy za chwilę, tych argumentów które przemawiają za tym że chce być z inną. Udało jej się jednak dojść do jednego wniosku przez ten czas, ale nie wiedziała jeszcze jak mu to przekazać. 

To czego Yoh nauczył się mieszkając z Anną przez te kilka lat, było to że nie zawsze to co mówiła szło w parze z tym co czuła. Wolała się wycofać gdy sytuacja robiła się dla niej niekomfortowa, a ta właśnie taka była. Jednak tym razem chciał za wszelką cenę dopiąć swego, czuł wyrzuty sumienia, które zaczynały go palić od wewnątrz. 

- To w takim razie wracamy do domu. - oznajmił. Tym razem rozegra to na własnych zasadach. Wiedział, że to co zobaczył na jej twarzy gdy wyszedł zza kotary nie było tylko szokiem. 

Ta rozkazująca nuta w jego głowie sprawiła, że Anna z rozdygotanej zmieniła się we wściekłą. Zmierzyła go nienawistnym spojrzeniem i warknęła w jego stronę coś co brzmiało jak “Dobra!”. Te 15 minut marszu wcale jej nie uspokoiło, nakręcala się, tworząc scenariusze tego co mu wygarnie gdy w końcu znajdą się w domu. Jednak gdy przekroczyli próg Inn En, całe to negatywne uczucie wyparowało z niej. 

- Czy teraz możemy porozmawiać?- zapytał się Yoh, licząc że ten krótki spacer nieco ją uspokoił.

- Nie.- odpowiedziała. Mimo złości, nadal nie chciała wracać do tego co widziała. Ruszyła do swojego pokoju, jednak słowa Yoh ją powstrzymały. 

- Jak chcesz, ale ja i tak będę mówić. Czy to będzie przez drzwi czy twarzą w twarz nie robi mi różnicy. 

- Miejmy to w takim razie za sobą. - zebrała całą odwagę by oderwać ten plaster. Zeszła te kilka stopni ze schodów, tak by stanąć na przeciwko niego. Yoh odetchnął z ulgą, chociaż po chwili ponownie zaczął się stresować gdyż czekała go ta trudniejsza część.

- Chciałem Cię przeprosić. - zaczął.- Nie zamierzałem sprawić Ci przykrości. Anna znam Cię, jak nikt inny i umiem rozróżnić kiedy jesteś zaskoczona, a kiedy smutna. Naprawdę nie chciałem żebyś to zobaczyła…

- Przestań!- wrzasnęła nie powstrzymując już swoich emocji. - Przygotowałeś jakieś cholerne przemówienie żeby się usprawiedliwić! Nie chciałeś żebym to widziała, żebyście mogli się po cichu spotykać?! Szacunek Yoh! Tyle od Ciebie wymagałam, żebyś po prostu mnie szanował, a nie chował po kątach z inną! Wygląda na to że mieliście szczęście bo teraz możesz się wreszcie uwolnić ode mnie oficjalnie! No dalej zadzwoń do Izumo, pochwal się że kończysz to narzeczeństwo! - Chwyciła za słuchawkę od telefonu. - A może mam za Ciebie wybrać numer?!

Yoh był w tak ogromnym szoku jej wybuchu że po prostu stał w miejscu wpatrując się w Itako. To była furia jakiej u niej jeszcze nie widział, nie sądził że zamiast się wytłumaczyć to pogrąży się jeszcze bardziej. Dopiero kiedy pierwsza łza spłynęła po jej policzku otrząsnął się żeby coś powiedzieć.

- Szanuje Cię. - wydukał pierwszą rzecz jaka mu przyszła na myśl. - I nie zamierzałem chować się po kątach z nikim, a już na pewno nie będę dzwonić do Izumo o końcu narzeczeństwa.- podszedł bliżej, by wyciągnąć z jej dłoni słuchawkę. - Chyba że ty będziesz tego chciała. - dokończył nadal nie puszczając jej ręki. Widząc, że niewiele zdziałał postanowił raz jeszcze wyjaśnić.- Nie chciałem żebyś to widziała, bo wiedziałem że się zdenerwujesz, a nie dlatego że chciałem wdać się w jakiś romans w tajemnicy przed Tobą. - wyrzucił na jednym wdechu. - Nie spodziewałem się, że wyzna mi swoje uczucia! 

- Nie kłam! Zaciągnęła Cię na to trzecie piętro, które jest jakimś przytułkiem dla napalonych nastolatków. 

- Ok, ok! Domyślałem się o co może chodzić. Ale nie mam wpływu na to co do mnie czuje! Poza tym Anna przecież jej odmówiłem! 

Zaniemówiła. 

Była tak bardzo zaaferowana tym że nakryła go w takim miejscu z inną dziewczyną, że z góry założyła że chce ją dla niej zostawić. Gdy tylko usłyszała jak Yoh wypowiada “Dziękuje że mi to powiedziałaś…” wyłączyła się zupełnie. 

Yoh poczuł przyjemnie ciepło rozlewające się wewnątrz niego, z całej tej sytuacji było jasne że Annie na nim zależało, że tak właściwie to była o niego zazdrosna. Posłał jej ciepły uśmiech, a następnie zrobił rzecz na którą zapewne by się nie odważył gdyby nie szok jaki wywołał u blondynki. Przytulił ją do siebie, opierając głowę na jej własnej. 

W pierwszej chwili zesztywniała, ale nie zajęło jej długo by się zrelaksować. Westchnęła w jego klatkę piersiową i opuściła ramiona w geście ulgi, aż w końcu oplotła go rękami. Stali tak przez chwilę, aż w końcu Yoh lekko się odchylił.

- Będzie nam wygodniej na fotelu.- powiedział nadal się uśmiechając. Usiadł na wygodnym meblu ciągnąc Itako za sobą, tak że znalazła się na jego kolanach. Bez chwili zastanowienia przytulił ją jedną ręką, w ten sposób że jej głowa spoczęła w zagłębieniu szyi, a druga dłoń przytrzymywała za łydki. 

To było dla nich kojące uczucie, za którym nawet nie wiedzieli że tęsknią. Nie była to już tylko kwestia bliskości drugiej osoby, ale po prostu tego jak bardzo zaniedbali ich relację. Oboje nie pamiętali kiedy ostatnio spędzali czas we dwoje. 

Medium była pewna, że będzie odczuwać pewien rodzaj skrępowania przy tak bliskim kontakcie, ale nigdy w swoich snach nie przypuszczała by że będzie się tak bardzo mylić. To tak jakby byli dopasowani niczym puzzle, zupełnie bez żadnego analizowania czy powinna, czy tak wypada, zaczęła się po prostu bawić guzikiem jego koszuli. Yoh tymczasem gładził jej łydkę sunąc palcami w górę i w dół, niczym w pocieszającym geście. 

- Czujesz się już lepiej?- zapytał po jakimś czasie.

- Czuję się głupio. - odparła zgodnie z prawdą. 

- Ja też zrobiłem coś głupiego. - przyznał się po kilku sekundach ciszy.- Chociaż nie mogę powiedzieć, że żałuje. - uśmiechnął się sam do siebie. 

- Chciałam powiedzieć, że nie raz zrobiłeś coś głupiego, ale chyba masz na myśli konkretną sytuację.- skomentowała uszczypliwie.

- Ah… jest i prawdziwa Anna. Teraz jestem już pewien, że wracasz do siebie. - odpowiedział z wyczuwanym zadowoleniem. - Ale tak masz rację. Powiedzmy, że Yosuke miał ciężki trening ostatnio.

- Mam nadzieję, że nie tylko trening…- powiedziała bardziej do siebie niż do szatyna. Nie cierpiała tego faceta. Był zarozumiały i wulgarny, czym imponował swoim kolegom, a płeć piękna jadła mu z ręki ze względu na bardzo przystojną twarz i dobrze zbudowane ciało, które zdecydowanie odznaczało się pod mundurkiem.

- Chyba zalazłaś mu za skórę. Już w szatni strasznie się na Ciebie wściekał.

- Zepsułam mu plany na długą przerwę. - wyjaśniła. - Co mówił? Może zbyt lekko go potraktowałam.- dopytywała. 

- Dostał od Ciebie, a potem jeszcze ode mnie. Przypomniało mi się kilka sztuczek, które kiedyś mi Amidamaru pokazał i Yosuke nie był zachwycony nimi tak jak sensei.

- Unikasz odpowiedzi.- oznajmiła, w jej głosie dało się usłyszeć nuty bezwzględności. 

- Anna to naprawdę nie jest ważne. Dostał za swoje.

- Powiedziałeś, że też zachowałeś się głupio, więc? O co chodzi?

- Żałuje że o tym wspomniałem.- westchnął. - Po prostu obiecaj, że się nie wściekniesz… a przynajmniej nie na mnie. - gdy Anna w końcu przytaknęła, wziął głęboki wdech i patrząc gdzieś w bok wydukał. - Powiedział, że ktoś powinien Cię w końcu przelecieć bo chodzisz spięta.- przez chwilę wydawało się, że spłynie to po Itako, ale potem przez kolejne kilka minut złorzeczyła na Yosuke barwnymi epitetami, chyba nawet rzucając na niego klątwę gdzieś między przekleństwami i opisem mordu.

- Ta mała gnida powiedziała tak tylko dlatego, że przerwałam mu spotkanie z jakąś dziewczyną!- warknęła nadal zła. 

- Poważnie natknęłaś się na nich jak…oni… no wiesz?

- Jeśli koniecznie chcesz znać szczegóły to byli na zaawansowanym etapie gry wstępnej.- zmrużyła oczy, wiedząc że rumieńce wykwitły nie tylko na twarzy Yoh. - Pieprzona kotara, przysięgam że ją spalę! - dodała, nieświadomie sprawiając że Yoh poczuł się źle ze świadomością, że sam tam dzisiaj przebywał. Jednak teraz dopiero zaczął rozumieć ten wcześniejszy wybuch Anny.

- Naprawdę Cię przepraszam. - powiedział poważnie wpatrując się w nią zupełnie innym spojrzeniem niż jeszcze przed chwilą. 

Cała atmosfera uległa nagłej zmianie. Wyjaśnienia, bliskość, ton głosu, wzrok i dłoń która nie wiadomo kiedy z łydki zawędrowała na kolano. 

Poczuła to.

Poczuła tą chęć.

Pragnęła go, dotyku jego ust na własnych. 

Nie była sama w swoich odczuciach, Yoh również pożądał smaku jej warg i nie zamierzał się wycofać. Nie, gdy to naprawdę mogło się wreszcie udać. Nie musiał się wiele pochylać, już wcześniej niemal stykali się nosami, resztę drogi pokonała Anna wyciągając lekko szyje w jego stronę. Zetknięcie się ich ust było niczym dotyk motyla, delikatne i niepewne, ale stanowiło tylko iskrę do zapłonu. Gdy tylko medium poczuła na swoich wargach język, poczuła jakby prąd przez nią przebiegł. Dreszcz był na tyle mocny, że szatyn odebrał to jako drżenie i natarł na nią mocniej, a Itako z równą pasją oddawała pocałunki.  Palce które do tej pory bawiły się guzikiem, zacisnęły na koszuli by przyciągnąć go jeszcze bliżej. Tymczasem dłoń zjechała z kolana na udo i zacisnęła tuż pod pośladkiem wywołując jęk Anny wprost w usta narzeczonego. 

Namiętność kumulowała się w nich od miesięcy, a teraz gdy wreszcie posmakowała wolności za nic nie chciała wrócić. 

Nie potrafili się powstrzymać i w cale nie chcieli przestać. 

By zaczerpnąć powietrza Anna odchyliła głowę na bok, prezentując swoją smukła szyję a Yoh odebrał to jako zachętę. Zjechał pocałunkami po żuchwie, by następnie muskać skórę tuż poniżej uszu. Sam nie wiedział czy to wyobraźnia czy jego narzeczona rzeczywiście mruczała, ale pewne było że jest to dla niej wybitnie przyjemne. Odchyliła się jeszcze bardziej, wypinając pierś do przodu, a dłoń wplotła we włosy nieświadomie za nie ciągnąc. Czuła jak język Yoh zjeżdża coraz niżej, jak zahacza o krawędź mundurka, który zaczął jej ciążyć. Niespodziewanie wróciła głową do pierwotnej pozycji by znów połączyć ich usta, ale zapragnęła również zmienić sposób siedzenia na nieco bliższy. Szatyn pomógł jej z planem nie przestając całować i już po chwili Anna siedziała przodem do niego, a jej nogi znajdowały się po jego bokach. Spódniczka od mundurka podwinęła się na wysokość żeber, a Yoh nie miał żadnych skrupułów z tego skorzystać. Dłonie zacisnęły się na pośladkach, wyczuwając koronkę, na co Anna wbiła mu paznokcie w barki i syknęła, przerywając pocałunki. Asakura uznał że to doskonała okazja by poznać druga stronę szyi i ponownie zamierzał to zrobić językiem. Gdy biały materiał z mundurka zagrodził mu drogę na skosztowanie niższych regionów, po raz pierwszy spojrzał Annie w oczy. Wyczuła jego niepewność i nieme pytanie czy może odpiąć guziki, więc sama postanowiła to uczynić. Nie przerywając kontaktu wzrokowego, odchylała koszulę coraz bardziej aż w końcu mogła ją z siebie ściągnąć. Zmysłowość jaka temu towarzyszyła, pobudziła szatyna do tego stopnia że nie miał najmniejszej ochoty ukrywać się ze swoimi zamiarami. 

- Moja czy Twoja sypialnia? 

- Twoja. 

***

Oto i obiecany drugi one-shot :) 

Mam nadzieje, że Wasze Mikołajki były udane.

Nie miejcie mi za złe, że skończyłam w takim momencie, po prostu dajmy im nieco prywatności.

Dajcie znać co myślicie!


Pozdrawiam ciepło!


Źródło obrazka https://www.fanpop.com/clubs/shaman-king/images/1338481/title/anna-yoh-sittin-icon

One-shot #8



Medium słuchała bruneta bardzo powierzchownie. Właściwie jedyne co rejestrowała to fakt  że mówi, ale ogólny sens jego wypowiedzi był zupełnie nieznany. Była zmęczona popołudniowymi wydarzeniami, a on się uparł że ją odprowadzi. Nie przemyślała jedynie, że natknie się na swojego narzeczonego właśnie pod domem.

- Anna? Azuhiro-kun?- niezręczna cisza została przerwana przez wspomnianego bruneta.

- Asakura-kun?- cała trójka chodziła do jednej klasy, jednak szatyn kojarzył go głównie z faktu, że w ostatnim czasie dosyć często widywał go z Anną. - To ja już…- powiedział i pokazał ręką drogę powrotną. 

Nie dało się nie zauważyć jak wzrok Yoh przeskakuje pomiędzy nimi, a on na prawdę nie chciał sprawiać nikomu problemu. Medium mruknęła coś niewyraźnie i ruszyła do domu, ignorując oboje. Szatyn wpatrywał się jeszcze przez chwilę w plecy kolegi, aż w końcu sam ruszył do środka Inn En. Odnalazł swoją narzeczoną w kuchni, usilnie próbowała sięgnąć po puszkę z herbatą, która znajdowała się na najwyższej półce. Nie mógł się powstrzymać by nie spojrzeć jak spódniczka z mundurka podwija się coraz wyżej, lecz po chwili po prostu podszedł, by podać jej naczynie.

- Arigato.- powiedziała zupełnie bez życia. Nie wiedziała jak i czy w ogóle Yoh skomentuje to co widział, ale czuła się jak przyłapana. Wolała więc nic nie mówić, zalała zioła w kubku i czekała aż się zaparzą.

- Nie pachnie to zachęcająco…- szatyn zmarszczył nos, na zapach który się wydobywa z kubka. 

- I nie smakuje zachęcająco.- westchnęła na myśl, że ma wypić tą miksturę.

- Oba-san chyba też to piła.- powiedział Yoh, zastanawiając się skąd kojarzy ten intensywnie zabójczy aromat.

- To są zioła oczyszczające.- wyjaśniła blondynka. - Pije się je po rytualne wypędzania ducha. - chciała wyjaśnić dlaczego była razem z Kenji, ale jednocześnie zależało jej żeby to wyszło bardzo naturalnie.

- Pracowite popołudnie?- bardziej stwierdził niż zapytał, w odpowiedzi otrzymał jedyne przytaknięcie, gdyż medium brała właśnie pierwszy łyk napoju. Jednak wzrok Yoh wyrażał zainteresowanie, więc medium kontynuowała.

- Yurei zamieszkał jedną ze świątyń, którymi opiekuje się rodzina Azuhiro. Wyjątkowo zawzięty.

- Nie wiedziałem, że Azuhiro jest szamanem.

- Nie jest. Widzi duchy, ale nie potrafi z nimi nawiązać kontaktu.  

- Więc to dlatego tak często rozmawialiście… - powiedział bez zastanowienia, ale dało się usłyszeć ulgę w jego głosie.

- A to co niby miało znaczyć? - ton medium od razu przybrał ostrą barwę. 

- Nic! - odparł odruchowo. Miał zakodowane że słysząc zirytowaną medium ma robić wszystko by nie oberwać. 

- Nie wierzysz że ktoś chciałby ze mną spędzać czas bezinteresownie? - warknęła wściekła. Fakt że Anna szybko się irytowała był ogólnie znany, jednak nigdy nie była przewrażliwiona na swoim punkcie i takie zachowanie po prostu nie było do niej podobne. 

- Nic takiego nie powiedziałem! - bronił się szatyn. Nie sądził że jego wypowiedź może zostać odebrana w taki sposób. 

- Ale pomyślałeś! - wytknęła mu. - I co Cię w ogóle nagle zaczęło obchodzić kto ze mną rozmawia?! 

- Oczywiście że mnie to obchodzi! - szatyn sam się zdziwił podnosząc głos. To był chyba pierwszy raz gdy krzyknął na swoją narzeczoną i prawdopodobnie jego pierwotnym odruchem powinno być przygotowanie się na uderzenie w twarz, lecz ta wymiana zdań wytrąciła go z równowagi na tyle mocno że zignorował ten fakt. Tymczasem Anna prychnęła na jego słowa, a na jej twarzy pojawił się prześmiewczy grymas. 

- Nie bądź śmieszny. Zwróciłeś uwagę na Azuhito bo liczysz że to całe “narzeczeństwo” skończy się z mojej winy i będziesz spokojnie mógł ćwierkać z tą swoją Hanae! - wygarnęła mu wszystko co leżało jej na sercu, a potem gdy dotarło do niej co zrobiła po prostu ruszyła do swojego pokoju licząc że zostawi ją samą. 

Co też uczynił. 

Nazajutrz oboje minęli się w domu, uważnie pilnując by się nie natknąć na siebie. Medium czuła dosyć sprzeczne uczucia, z jednej strony było jej głupio za to jak się zachowała, ale z drugiej wreszcie powiedziała to co jej tak bardzo przeszkadzało i czego poniekąd się obawiała. Tymczasem Yoh również wiele myślał, nie tylko nad tym co usłyszał, ale nad samym zachowaniem jego “jeszcze” narzeczonej. I doszedł do kilku wniosków, przede wszystkim że nawet jeśli rzeczywiście ostatnio między nimi nie było dobrze, to tak bardzo przywykł do świadomości Anny jako osoby z którą będzie dzielił życie że nie potrafił sobie wyobrazić by był to ktokolwiek inny. Wiedział że to co poczuł w wieku 10 lat, nie uległo zmianie. A to z kolei sprowadzało się do drugiego wniosku, a mianowicie postrzegania ich jako pary w romantycznym sensie. Nie starali się by ich “związek” stał się publiczny, nawet w domu nie okazywali sobie żadnych uczuć, chociaż musiał przyznać że wykańczała go tymi krótkimi sukienkami i spódniczkami… Wiedział też że nie pozostawał jej obojętny, skoro z taką zawiścią wspomniała o Hanae… co na swój sposób było nawet słodkie. Jednak najważniejszy, a zarazem ostatni wniosek to fakt że musiał się dowiedzieć co się wydarzyło, i co tak bardzo wyprowadziło ją z równowagi. 

- Azuhito-kun!- a kto inny mógł mu coś powiedzieć jak nie osoba, która brała udział we wczorajszym rytuale. Brunet zdziwił się, gdyż Yoh nigdy z nim nie rozmawiał, nie wiedział nawet jak się zachować, szczególnie po tym jak wczoraj niemal sztyletował go wzrokiem. - Anna wspomniała wczoraj o tym że mieliście kłopot w świątyni, wszystko już ok? 

- T-tak… dzięki że pytasz. - odpowiedział, zdziwiony swobodą z jaką Asakura zadał mu pytanie o ducha. - Ty też je widzisz? - zapytał ściszonym głosem. 

- Widzę, rozmawiam i inne takie. - odpowiedział z uśmiechem. 

- Też zajmujesz się wypędzaniem?

- Nie, Anna jest w tym mistrzynią i lepiej jej zostawić te sprawy. Ale skoro już o niej mowa, wydawała się wczoraj zdenerwowana… Coś się wydarzyło podczas rytuału? 

- Nie wiem… w sensie nie wiem jak powinien wyglądać, więc ciężko mi powiedzieć czy wydarzyło się coś nieoczekiwanego. 

- Po prostu mi powiedz co widziałeś. - I wyjawił , a to dało już jasny wgląd w zachowanie medium. 

Yoh wypełniony wiedzą jaka zyskał i wnioskami do jakich doszedł miał dosyć prosty plan, który mógł spowodować uszczerbek na zdrowiu. Jednak musiał poczekać z nim do końca lekcji.

Szafka z butami Anny znajdowała się idealnie na wysokości jej głowy, dlatego też nie zauważyła szatyna który opierał się o pozostałe półki. Niemal podskoczyła, gdy jego twarz wyłoniła się zza zamkniętych drzwiczek, ale nie miała szans zareagować bo chwycił ją za rękę i pociągnął w kierunku wyjścia ze szkoły. Dopiero przy drugim zakręcie odzyskała swój rezon i krzyknęła by przestał ciągnąć. 

- Wybacz, ale nie. - zachichotał i nadal utrzymując szybkie tempo, weszli do najbliższej kawiarni. Wówczas dopiero puścił jej dłoń i korzystając z faktu że medium łapała oddech, usiadł przy najbliższym wolnym stoliku. Większość klientów patrzyła się na nich, dlatego też Anna nie chcąc robić scen usiadła na przeciwko szatyna z mordem wypisanym w oczach. 

- Co podać? 

- Dwa razy cappuccino, jedno z cukrem i do tego po kawałku jabłecznika. - powiedział szatyn nawet nie spoglądając w menu. 

- Zapłacisz za to Asakura - warknęła. 

- Wiem, w końcu to ja Ciebie tu przyprowadziłem. - wyszczerzył się do niej zadowolony ze swojego żarciku. Był również dumny z siebie ze sposobu w jaki to rozegrał, gdyż wiedział że Anna nie odmówi sobie swojego ulubionego ciasta, a więc będzie musiała zostać i go wysłuchać. Po chwili jednak jego uśmiech nieco zbladł, a oczy uniosły tak by być na równi z jej. Intensywność tego spojrzenia onieśmieliła medium, która już miała zacząć swoją tyradę, lecz zamknęła usta. Poczuła jak włoski na karku się jeżą, i miała dziwne wrażenie że tym razem to on ją zbeszta. 

- Wiem co się wczoraj wydarzyło. - powiedział w końcu. Anna miała chwilę by zaakceptować usłyszane słowa, gdyż ten właśnie moment wybrała kelnerka na przyniesienie zamówienia. - Ale wiesz przecież, że nic co usłyszałaś lub zobaczyłaś nie było prawdą.

Gdy Azuhito z ogromną dokładnością krok po kroku opowiedział mu co widział, Yoh zrozumiał co stało. Anna może i była świetna w tym co robiła, szybko się uczyła, miała opanowanych wiele technik, ale posiadała również słabe punkty. Yurei za wszelką cenę chce zostać na tym świecie, więc pojawienie się medium musiało mu być wybitnie nie w smak, szczególnie tak silnego. W akcie desperacji próbował ją opętać ale jedyne co mu się udało osiągnąć to złapanie jej za ramię, a to niestety wystarczyło by fala wszelkich negatywnych uczuć ją zalała. Tak niestety działały, wyolbrzymiały wszelkie wątpliwości i lęki jakie człowiek w sobie nosił, a ona nigdy ich mało nie miała. Była doskonałą ofiarą i musiało to zająć dłużej niż powinno by się go wreszcie pozbyła, najpierw z głowy a później z tego świata. 

To czego jednak Yoh nie wiedział były obrazy które zalały wręcz Annę. Zobaczyła to czego bała się najbardziej - samotności. Widziała jak Asakura odchodzi z inną kobieta, zupełnym przeciwieństwem jej samej, racząc ją niewybrednym komentarzem że nikt z taką Królowa Lodu nie chciałby żyć, potem widziała jak każdy kogo zna się od niej odwraca, a ona sama ląduje na ulicy, znowu porzucona przez tych na którym jej zależy. 

Oczywiście że obawiała się też innych rzeczy, ale samotność była czymś co ją od zawsze paraliżowało i była wdzięczna za to że Asakurowie się nią zajęli, a fakt że mieli by ją wręcz wyrzucić na bruk była dla niej nie do pomyślenia. Nawet teraz gdy przypomniała sobie o tym wszystkim co wczoraj zobaczyła i usłyszała skóra jej ścierpła. 

- Zjedz ciasto, działa lepiej niż te ziółka. - Yoh przerwał w końcu milczenie, za co była mu wdzięczna. 

Jego ciepły uśmiech, ten który znała od zawsze, poprawił jej humor bardziej niż jabłecznik. Tęskniła za nim, od kiedy Turniej się skończył, nie spędzali ze sobą tyle czasu ile wcześniej, w szkole rzadko rozmawiali, a w domu ich wymiana zdań ograniczała się głównie do zakupów i innych podobnych obowiązków. Tak więc chłonęła ta chwile przyjemności z rozkoszą, delektując się nie tylko smakiem pysznych jabłek ale i towarzystwem. 

- Lepiej? - zapytał gdy zjadła cały kawałek ciasta. - To chodźmy na spacer. - oznajmił gdy oboje dopili resztki swoich kaw. 

Park nie znajdował się daleko, i nie był duży, ale liczne ozdobne krzewy i oczko wodne sprawiało że wyglądał na bardzo zadbany i przyjemny do spędzenia kilku chwil na świeżym powietrzu. Okrążyli w ciszy wodę, aż w końcu znaleźli się na pomoście z ławkami, gdzie wiele par również postanowiło spocząć. Było miło mimo że nie rozmawiali wiele, po prostu chłonęli swoje towarzystwo. 

- Yoh-kun? - damski głos przerwał szatynowi opowieść o ostatnim treningu kendo. Medium spochmurniała na widok swojej potencjalnej rywalki. Hanae była zupełnym przeciwieństwem jej samej, zawsze wesoła, uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do świata, niczym damski odpowiednik Yoh. Widywała ich czasem jak rozmawiali na przerwie i zawsze niemal skręcało ja żeby przerwać im te małe flirciki. - Czyżby randka? - zagadnęła, tak by wprawić ich w zakłopotanie.

- Nie wiem, jak myślisz Anna? - odpowiedział równie wesoło szatyn. Nieco ja to zbiło z tropu, ale nie mogła sobie pozwolić by ktokolwiek to widział.

- Wyciągnąłeś mnie siłą ze szkoły, wwlokłeś niczym jakąś torbę przez trzy przecznice, a potem kazałeś jeść nawet nie pytając mnie o na co mam ochotę! - wyliczała swoim srogim tonem, który przypominał Yoh o ilości ćwiczeń które zawsze wymieniała. - A teraz zabrałeś mnie do parku, gdzie najwyraźniej umówiłeś się z kimś innym. - wskazała na Hanae, której mina zrzedła.- Naprawdę mam to uważać za randkę? - zapytała z przekąsem, patrząc na szatyna który nie przestawał się do niej uśmiechać. Wróciła jego Anna i to się liczyło. 

- Jak to to ujmujesz to lepiej nie. 

- To masz odpowiedź na swoje pytanie. 

- Ale co powiesz na to że jest to wstęp do zaproszenia Cię na randkę? - to była chyba najbardziej odważna rzecz jaką Yoh w swoim życiu zrobił, a przynajmniej tak czuł. Zapadła cisza i każdy spoglądał na Annę oczekując jej odpowiedzi. Jakby nie patrzeć ważyły się teraz losy męskiego ego szatyna i możliwości pocieszenia go przez Hanae, z których chętnie by skorzystała.

- Lubię margaretki.- odpowiedziała medium, po czym nie racząc nikogo spojrzeniem, ani zwykłym skinieniem głowy opuściła towarzystwo. 

- Wiem. - szepnął Yoh, ale mógłby przysiąc że Anna usłyszała a na jej twarzy zagościł uśmiech. 

Gdy została tak na chwilę sama, uświadomiła sobie jak bardzo ten dzień odbiegał od jej wyobrażenia. Jak wiele dobrych rzeczy się zdarzyło i mimo że żałowała poniekąd wczorajszego zachowania to w pokręcony sposób sprawiło ono że ruszyli z Yoh do przodu. Pewnie dała mu do myślenia, ale nie spodziewała się aż takiej reakcji i atencji z jego strony. 

- Tulipany tak? - usłyszała za sobą zdyszany głos szatyna, który najwyraźniej starał się ją dogonić. 

- Tak, niebieskie róże. - odpowiedziała podłapując jego żart. Zmotywowany jej dobrym humorem postanowił zaryzykować i złapał za jej dłoń, by spleść ze sobą palce. Trzymał ją mocno na wypadek gdyby jednak spanikowała i chciała go uderzyć ale najwyraźniej i dla niej było to przyjemne. Również odwzajemniła uścisk ale nie odważyła się na niego spojrzeć. Za to odważyła się powiedzieć coś co chciała jeszcze wyjaśnić. 

- Hanae nie była zawiedziona że ją zostawiłeś? 

- Pewnie była. Ale wiem że nie lubisz jak z nią rozmawiam, a nie chcę Cię denerwować. 

- To ja mam przestać spędzać czas z Azuhito? - odbiła piłeczkę. Chciała zrobić krok naprzód ale wówczas jej ręka szarpnęła i zauważyła że Yoh stanął w miejscu. 

- Jest pewien sposób żeby wyjaśnić tą sytuację przed nimi. - powiedział a następnie pociągnął medium do siebie. 

Wpadła w jego ramiona i nieco oszołomiona spojrzała na niego gniewnym wzrokiem. Jednak szybko do niej dotarło co Yoh miał na myśli. Pod wpływem bliskości i tego ciepła które biło od niego, złagodniała. Wpatrywała się w jego oczy widząc w nich niepewność, i jakby prośbę o pozwolenie. Wyciągnęła w jego kierunku szyję, widząc że szatyn zerka na jej usta. Czuła nie tylko swoje, przyspieszone bicie serca ale też i jego. Zrozumiała pojęcie stada motyli w brzuchu, pocenia się rąk, ale i spragnionych warg. W końcu nachylił się nad nią i było dokładnie tak jak mogła to sobie wyobrazić. Delikatnie, niespiesznie. To było dla nich nowe, do tej pory wiedzieli na czym polega ich rola, ale teraz mogło się wszystko zmienić na lepsze. 

Yoh delektował się miękkością jej warg i wiśniowym smakiem, skubał jej usta tak by nie spłoszyć, jednak okazało się że zupełnie nie miał się czego obawiać. Poczuł jak dłoń medium wplątuje się we włosy tuż nad jego karkiem, dociskając tym samym jego głowę do niej. Westchnął na to uczucie, a Anna postanowiła skorzystać i również rozwarła swoje usta. Już po chwili poczuł dotyk jej języka na swoim i to była dla nich niczym eksplozja. Tym razem bez żadnego zażenowania ani nieporadności całowali się na środku ścieżki w parku, czując jakby byli jedyni wokół. Gdy w końcu zabrakło im tchu, oderwali się od siebie, ale tylko na odległość nosa. Ich czoła się stykały, a pierś falowała od przyspieszonego oddechu. Jednak ani jedno ani drugie nie wiedziało co powiedzieć, ani jak skomentować to co zaszło. Yoh myślał tylko o tym by jak najszybciej powtórzyć tą niebywałą przyjemność, a Anna lekko zszokowana samą sobą analizowała swoje zuchwale zachowanie. W końcu podniosła na niego wzrok, licząc że zobaczy na jego twarzy cokolwiek co jej podpowie o czym chłopak myśli. Nie pomyliła się wiele, oczy mu jakby ściemniały ale pojawił się również ten specyficzny rodzaj głodu, który najwyraźniej dostrzegł też u niej, gdyż ponownie złożył na jej ustach pocałunek. Krótszy, ale musiał im wystarczyć na teraz, już i tak na wiele sobie pozwolili okazując uczucia w publicznym miejscu. W końcu Yoh posłał jej swój firmowy, ciepły uśmiech a Anna odruchowo go odwzajemniła. 

- Czy jutro po szkole da się Pani zaprosić na randkę? - powiedział jedyną rzecz jaką mu przyszła na myśl. 

- Myślę że znajdę czas. - odpowiedziała bez zawahania. 

***

Mamy i 6 rocznicę opowiadania!

Traktuję to trochę jak urodziny bloga, więc w pewnym sensie jest to dla mnie małe osobiste święto :)

Dlatego też postanowiłam dodać dzisiaj nie jednego, ale dwa one-shoty !
Drugi jest nieco pikantniejszy, więc wstawie go wieczorem ;)

Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu, a co do kolejnego rozdziału opowiadania to jest on prawie skończony, ale nie ukrywam że muszę go jeszcze doszlifować, a nie wiem kiedy znajdę czas.

Także, moim życzeniem na kolejny rok jest Wasza cierpliwość!


Źródło obrazka: https://pl.pinterest.com/pin/283163895303872906/

sobota, 25 września 2021

66. Uzależnienie.


Uznał, że rozmowa na neutralnym gruncie będzie lepsza niż wieczorne zakradanie się do jej pokoju. Zresztą koczowanie na korytarzu pod jej drzwiami mogło skończyć się dla niego boleśnie. Anna będąc zdenerwowaną wracała do starych, aczkolwiek niezawodnych praktyk okazywania swoich emocji, a już szczególnie złości, w sposób fizyczny. A Zenki i Goki tylko na to czekały…

Westchnął zerkając na drzwi od pokoju 207, za którymi jego narzeczona odbywała naradę z samorządem szkolnym. Nie miał zamiaru jej osaczać, ale zbywała go na każdym kroku i pod byle pretekstem, więc tak jakby nie pozostawiła mu wyboru. Przynajmniej tak wolał sobie to tłumaczyć i chociaż nie chciał w to uwierzyć to zobaczył to sekundowe przerażenie w jej oczach gdy go spostrzegła. Zaraz się jednak zreflektowała, zamrugała kilka razy i na powrót jej oczy stały się wyzbyte z emocji. Zanim jednak zdążyli się odezwać do akcji wkroczyła Mimi.

- Ohayo Yoh-kun! - zaczepiła go wesoło. Uśmiech rozlał się po jej twarzy, a na policzki wkradł delikatny rumieniec. Nie było to tajemnicą, że od czasu ich rozmowy po festiwalu w szkole, zainteresowała się młodszym Asakura.

- Ohayo.- odparł, nie dając po sobie znać że to nie jest najlepszy moment na pogawędki. Anna korzystając z okazji, skręciła za róg i wręcz zbiegła ze schodów, mimo iż ta droga do szatni było o wiele dłuższa. - Gomene Mimi-chan, ale nie mogę teraz rozmawiać. - powiedział i rzucił jej przepraszający uśmiech. Anna może i była sprytna, ale on był szybszy, więc nie czekając na odpowiedź pobiegł w stronę szatni, wybierając krótszą trasę. Gdy medium dotarła do swojej szafki, Yoh już tam na nią czekał nie dając po sobie poznać, że właśnie biegł jak szalony. - Pomyślałem, że się razem przejdziemy.- powiedział, udając że Itako wcale nie chciała mu uciec. 

Plac zabaw, na którym kiedyś już byli, został odrestaurowany i powiększony. Mimo to stara ławka z wyżłobionymi napisami nadal pozostała na swoim miejscu. Nie zamienili ze sobą słowa przez całą drogę, dopiero gdy usiedli Yoh postanowił zacząć temat który mu tak ciążył. 

- Przeczytałem tekst rytuału. - wyjawił wreszcie. Chciał zrozumieć jej obiekcje, a że jego rodzina przyjeżdżała jutro popołudniu uznał, że to najwyższa pora dojść do porozumienia.

- Żadne zapiski nie wspominają o odczuciach związanych z rytuałem, ale wszędzie jest wskazane że myśli i odczucia osób będą się przenikać.

- Tego się boisz? Że Twoje Reishii powróci?- zapytał.

Bała się zanurzyć w tym uczuciu, które zalewało ją falami gdy czuła jego dotyk, nawet tak niewinny jak trzymanie za rękę. Wiedziała, że będzie musiała się wyzbyć tego lęku i oddać siebie w całości, gdyż inaczej to całe przedsięwzięcie nie zadziała. 

- Nie.- odparła. Jeśli moc Klejnotu do tej pory nie wyzwoliła w niej tamtych umiejętności, wątpiła że kiedykolwiek powrócą.

- Więc… nie podoba Ci się perspektywa całkowitego otwarcia.- ponownie Anna milczała, jednak Yoh uznał to za potwierdzenie jego teorii.

- Wezwałam ducha poprzedniej właścicielki Klejnotu.- wyznała. Miała dość wątpliwośći, irytowały ją i dręczyły, a ona wolała pozbyć się problemu szybko, niż dusić go w sobie. A kto będzie wiedział lepiej, jak nie osoba która już to przeszła.

- To dlatego jesteś taka zmęczona. - powiedział pod nosem Yoh. Przywoływanie potężnych duchów absorbowało więcej energii, stąd też nie najlepsza forma medium.

- Do jutra powinno już wszystko wrócić do normy.- odparła. - Zapytałam jej o to jak przebiega rytuał. - tak naprawdę to Anna miała mnóstwo pytań, jednak jak się okazało odpowiedzi były dość nijakie i nie zaspokoiły pragnienia wiedzy Itako. - Niestety nie wiele się dowiedziałam.- teraz było już jasne dla Yoh że jego narzeczona nie dość, że zużyła znaczną część foryoku, to jeszcze poszło to na marne. 

- Wiesz może wystarczy je tylko ze sobą połączyć, tak fizycznie jak puzzle?- zasugerował szatyn, i widząc jej pełne politowania spojrzenie zaczął wyjaśniać dalej.- Załóżmy że te klejnoty trafiają w ręce osoby która nie zna ich przeznaczenia i je ze sobą łączy. Przecież pasują do siebie. - wyciągnął w jej stronę swoja część Yasakani-no-magatama i oczekiwał na ruch medium. 

- Daj spokój i lepiej to schowaj. - sięgnęła ręką w stronę jego dłoni na której leżał zakrzywiony kamień, chcąc go odtrącić jednak stało się coś czego nie przewidziała. 

Jej klejnot przyczepiony do bransoletki wystartował do swojej drugiej połówki niczym magnes. Oba połączyły się ze sobą, dopasowując idealnie i wypełniając swoją krzywiznę. 

Czas się nie zatrzymał, a świat nagle nie wybuchnął ale mimo to dla nich ta chwila była wyjątkowa. Oboje poczuli się tak jak w pierwszy ciepły dzień po długiej i pochmurnej zimie. Tak jakby Słońce świeciło tylko na nich i ogrzewało przyjemnie ich twarze. Wypełnił ich spokój i dziwnego rodzaju siła, która pochodziła z pewności siebie. 

- To było… - zaczęła Anna gdy rozdzielili klejnoty.

- Miłe. - dokończył za nią Yoh wpatrując się w swój nowy nabytek.- Cóż jeśli tak ma to wyglądać to proponuje połączyć Klejnoty na Otwarciu Inn En. - zachichotał.

- To ma sens…- wyszeptała medium na co szaman się nieco zdziwił. Jeszcze przed chwilą wzbraniała się przed rytuałem rękami i nogami. - Nie połączenie, ale te uczucia. W końcu Yasakani-no-magatama symbolizują życzliwość i czynienie dobra.- szatyn przez chwilę analizował słowa swojej narzeczonej, po czym zapytał o coś co pojawiło się w jego myślach już jakiś czas temu.

- Myślisz, że pozostałe regalia też mają znaczenie?- odpowiedź nadeszła niemalże od razu, co mogło znaczyć tyle że Anna również już analizowała ten temat.

- To są starożytne przedmioty, na pewno mają moc. 

- Ale?

- Ale nie wiem po co Hao je chce. - wyrzuciła z siebie wątpliwości.- Nie wierzę że to Król Duchów mu kazał je zdobyć. Dlaczego akurat regalia cesarskie z Japonii?

Na to pytanie oboje nie znali odpowiedzi, co gorsze wiedzieli że Asakura nie wyjawi im swoich pobudek. Anna nie miała zamiaru brać udziału w tej grze, jeśli poprzez połączenie Klejnotów w jakikolwiek sposób mieli by mu pomóc w prywatnym celu. Nie była osobą, którą się manipuluje. Co innego Yoh, który nie wierzył że jego brat ma niewłaściwe pobudki. Przecież się zmienił, nie był już taki bezwzględny, nie zabijał z premedytacją, i przede wszystkim nie był już samotny.

- Może Matamune?- olśniło go. Kto jak kto ale Nekomanta powinien wiedzieć jak podejść swojego dawnego Pana by się dowiedzieć szczegółów.

- To mogłoby zadziałać.- mruknęła medium, bawiąc się bransoletką. Kusiło ją by spróbować ponownie połączyć Klejnoty i poczuć to zalewające uczucie spokoju. Mimo że udało im się tego dokonać na chwilę to czuła jakby już się od tego uzależniła, a przynajmniej zdążyła stęsknić. Zerknęła przelotnie na Klejnot, który mimo że był wykuty z kamienia to zdawał się mienić niczym obsypany brokatem. Nic jednak poza tym nie była w stanie zrobić. Nie odezwała się już słowem, a Yoh uznał to za koniec ich rozmowy. Mimo to nie chciał, nadal być ignorowany dlatego też stanął na nią z wyciągniętą ręką.

- Idziesz?

W ostatnich dniach czuła się wręcz miażdżona tym uczuciem braku jego obecności. Wiedziała że sama się na to skazała przez swoje wątpliwości, ale dzisiaj po połączeniu Klejnotów, ta tęsknota przybrała na sile. Uwielbiała jego obecność, sposób w jaki do niej mówił, jak na nią działał, ciepło ciała, zapach, uśmiech… Odkąd uratował ją od tej przeklętej mocy, wiedziała że zawsze będzie w jej sercu. Mimo zawirowań, tajemnic i przeszkód.  Nie była pewna czy to jej emocje, czy te które wywołał kamień na jej nadgarstku, ale zaczynała zdawać sobie sprawę jak bardzo uzależniła się od Yoh. 

Wyciągnęła swoją dłoń by złączyć ich palce razem, po czym wstała spoglądając wprost w oczy szatyna. Znali się zbyt dobrze by nie wiedzieć co ten gest oznaczał, jednak chociaż szatyn nie dał po sobie poznać, odetchnął z ulgą. Świadomość jak bardzo stali się sobie bliscy w ostatnich latach, nie raz sprawiała że aż zapierało dech w piersiach. Nie ważne czy byli pokłóceni, czy w fazie godzenia czy też na stabilnym gruncie, zawsze wodził za nią wzrokiem, myślał, dbał. Nawet nie wiedział kiedy zaczął stawiać ją przed innymi, kiedy zepchnęła, rodzinę i przyjaciół z piedestału i to z takim rozmachem, że spokojnie mogła się na nim rozgościć i to na długo. 

Uczucie splecionych dłoni nie było dla nich nowe, ale czuli się tak jak po raz pierwszy, Klejnoty delikatnie drgały jakby chciały wrócić do swojej połówki. Czuli się wypełnieni spokojem i harmonią, jakby dobroć świata otulała ich z każdej strony. Rozchodzące się ciepło z zakrzywionych kamieni, sprawiło że zaczęli pojmować z jaką mocą mają do czynienia. Do tej pory wszelkie artefakty jakie używali były stworzone do walki, do obrony czy zadawania fizycznych ciosów. Tymczasem Yasakani-no-magatama wpływały na nich duchowo, potęgowało emocje, tak jakby działały od wewnątrz. 

- Jeśli to zrobimy, nie będzie odwrotu.- szepnęła Anna, przerywając ciszę. Zgadzając się na połączenie, ich małżeństwo nie mogłoby zostać przerwane. Nie mogli się rozstać, nie było opcji rozwodu czy unieważnienia. Mieli trwać przy sobie, nie rozpadając się na dwie części. 


Jednak czuli, że to było uzależnienie warte wszystkiego i nie zamierzali z niego rezygnować. 

Chcieli się już zawsze w tym zatracać.

Po prostu musieli nie przestawać wierzyć.

***
Cześć wszystkim :)

Anna chyba się wreszcie pogodziła ze swoim losem ^^' Długo szlifowałam tę część więc wydaje mi się że oddałam wszystkie myśli i uczucia właściwie :) 
Mam też pomysł na kolejną notkę, ale nie chcę nic obiecywać w kwestii czasu jej publikacji.

Po raz kolejny przepraszam Was za długi za czas oczekiwania i dziękuję za motywujące komentarze :)

Pozdrawiam!

źródło obrazka:  https://animesher.com/entry/yoh-asakura-cute-smile-962041/

niedziela, 16 maja 2021

65. Wycofanie.




Roxanne wzięła sobie do serca pomoc w organizowaniu otwarcia gorących źródeł. Uwielbiała tego typu imprezy, a nie dało się ukryć że znała się na rzeczy. Tym sposobem to właśnie ona znalazła się wraz z Anną na popołudniowej kawie u Jun. Logicznym by się mogło wydawać, że skoro to ma być zajazd przyszłego państwa Asakura to zamiast panny Barthez na wygodnej, skórzanej kanapie powinien siedzieć Yoh. Mimo to zielonowłosa nie wnikała w wybór swojej przyjaciółki.

- Reklama w telewizji?- powtórzyła nieco zdziwiona. Wiedziała, że medium będzie chciała rozsławić swoje Inn En by mieć klientów, jednak nie tego się spodziewała gdy zadzwoniła z informacją o “interesach”.

- Sądząc po ogromnym plakacie, który muszę oglądać za każdym razem kiedy do Ciebie przyjeżdżam, wnoszę że masz jakieś powiązania z mediami.- odpowiedziała Anna wskazując na reklamę nowej letniej kolekcji, która była wyraźnie widoczna z okna salonu w którym się znajdowały. 

Roxanne również zerknęła w tamtą stronę i ujrzała swoją piękną siostrę ubraną w zwiewną sukienkę i słomiany kapelusz. Nicole dopięła swego i chociaż nie była to reklama bikini, na którą miała największą chrapkę, to i tak była wielce szczęśliwa.

- Ale masz już jakiś pomysł?- Jun zignorowała wzmiankę o wielkim banerze, tylko na powrót skupiła się na rozgłosie Inn En. 

- Tak. - odparła Itako, nie kłopocząc się z wyjawieniem swojej wizji. - Potrzebuję tylko kogoś kto będzie w stanie to nagrać, a potem pokazać w telewizji.- dodała jeszcze jasno wyrażając czego oczekuje. Jun przez chwilę wpatrywała się w Annę, jednak nie z powodu jej prośby czy może żądania. Panna Tao miała dziwne wrażenie, że jest coś jeszcze co męczy medium, a o czym nie chce mówić.

- Naturalnie, skontaktuje się z kim trzeba i zajmiemy się reklamą. Jednak nie wiem czy zdążymy na otwarcie.

- To nic. I tak musimy czekać aż Tamao wróci z Hokkaido, chcę żeby zaśpiewała podkład.

- Piosenka?- zdziwiła się Roxanne. Wyobrażała sobie tą reklamę zupełnie inaczej.

- Tak. To właściwie był pomysł Yoh. Wspominał coś o Fauście i Turnieju.- wyjaśnia medium, a Barthez zakodowała to imię by wypytać Ryu o więcej szczegółów.

- Czy coś jeszcze mogę dla Was zrobić?- zapytała Jun, bijąc się z myślami czy spróbować przekonać Annę do zwierzenia. Gdy padła negatywna odpowiedź i obie zbierały się do wyjścia, zielonowłosa uznała że nie ma nic do stracenia próbując pomóc medium z jeszcze jednym problemem.- Anno czy mogłabym Cię prosić, żebyś została jeszcze na chwilę?- Itako oczywiście przytaknęła, a Roxanne nie mając wyjścia weszła do windy sama.

Wzrok blondynki spoczął na doshi, która nie wyglądała na przekonaną odnośnie tego co chce zrobić. Jednak prawda była taka że jak na dłoni było widać, że medium coś trapi.

- Czy wszystko w porządku?- Jun zadała niegroźne pytanie, domyślając się odpowiedzi.

- Po to chciałaś żebym została?

- Nie zrozum mnie źle, ale wyglądasz… nie najlepiej. - brwi medium podjechały do góry i Jun wiedziała że trzeba było nic nie wspominać. Natychmiast zaczęła się tłumaczyć co miała na myśli, jednak poirytowanie medium rosło coraz bardziej. - Po prostu jeśli potrzebowałbyś porozmawiać, to wiesz gdzie mnie szukać. - dodała na zakończenie.

Medium wcale nie czuła potrzeby rozmowy, czuła za to nieprzemożoną chęć pozbycia się tego gniewu który się w niej skumulował. Wiedziała, że całe to uczucie jest wyolbrzymione przez Klejnot, rozumiała że Jun się martwi o nią, mimo to miała ochotę wyżyć się na pannie Tao. 

- Mam jeszcze herbatę jaśminową i chyba znajdą się Twoje ulubione ciasteczka.- dodała na wszelki wypadek doshi.

- Widzę, że sobie to zaplanowałaś.- rzekła Anna, tonem który nic nie zdradzał. Zapadła chwila ciszy i przez moment Jun kompletnie nie wiedziała czego się spodziewać, wybuchu złości czy może szczerej rozmowy.- Daj znać, jak uda Ci się coś załatwić w sprawie reklamy.- rzuciła jeszcze, zanim wyszła z apartamentu Tao.

Jadąc windą, odliczała pod nosem w dół nie spuszczając wzroku z wyświetlacza z cyframi pokazującymi piętra. Odkryła, że takie małe czynności przynoszą jej ukojenie, gdy była wytrącona z równowagi. Wystarczyła również sama obecność jej narzeczonego, a raczej drugiego Klejnotu. Nie mogła nie zauważyć zmian jakie wniósł do ich życia, owszem od zawsze miała słabość do Yoh i opuszczała swoją maskę przy nim, ale teraz stała się otwartą księgą. I to również ją denerwowało. Bała się stracić całkowicie swoją indywidualność, bała się tej zmiany jaką niosło ze sobą połączenie Klejnotów. Nie samego małżeństwa ale tego że gdy byli ze sobą miała wrażenie jakby Yoh wnikał w jej myśli. 

Była zmęczona natłokiem emocji jakie fundował jej Klejnot, więc doskonale wiedziała że pod słowami Jun, kryją się cienie pod oczami i szara cera. Dużo pracowała ostatnimi czasy, otwarcie Inn En mimo wszystko kosztowało ją zachodu, ale wiedziała że koniec końców się opłaci. Dodatkowo kwestia uczuć Daisuke nie dawała jej spokoju. Rozpracowała już tamtą sytuację na czynniki pierwsze i wiedziała, że tym razem dała się podejść Hao. To jednak co nadal pozostawało niewiadomą był fakt czy Yoh o tym wiedział. 

Podświadomie unikała swojego narzeczonego nie chcąc zostać z nim samej, jednak wiedziała że w końcu do takiej sytuacji musiało dojść.

To był zwykły dzień, aczkolwiek aura pogodowa była trudna do zdzierżenia. Było parno i duszno, a słońce grzało do tego niemiłosiernie. Jako że klasa znajdowała się od strony nasłonecznionej budynku, czuli się jak w szklarni i na nic się zdały pootwierane okna. Po kolejnej godzinie Roxanne miała dość, czuła jak nagle robi jej się słabo i niedobrze. Oczywiście natychmiast została zaniesiona do pielęgniarki, gdzie mogła odpocząć w spokoju, i co ważniejsze w chłodniejszym miejscu. Wychowawczyni powiadomiła rodziców o wypadku, lecz oboje byli aktualnie nieosiągalni i mogli się zjawić dopiero za dwie godziny. Na przerwie Anna została oddelegowana do sprawdzenia samopoczucia swojej koleżanki. Szatynka czuła już się lepiej, lecz nadal wyglądała blado i niepewnie. 

- Nie masz nikogo, kto mógłby po Ciebie przyjechać?- zapytała medium. W tym momencie telefon Roxanne zaczął wibrować. Odebrała i wraz z długością rozmowy jej twarz robiła się coraz bardziej zaskoczona i ucieszona. Niemalże od razu nabrała kolorów i z szerokim uśmiechem oznajmiła, że za 15 minut przyjedzie po nią brat.

- Brat?- powtórzyła zaskoczona Anna.

- Starszy brat, został we Francji by tam dalej studiować.- wyjaśniła pokrótce. Itako przytaknęła tylko i czekała, aż dziewczyna się zbierze, lecz gdy tylko wstała na nogi od razu się zachwiała i usiadła na łóżko. 

- Anna-san… mogę cię prosić, żebyś go tu przyprowadziła. Nadal mi słabo.- poprosiła Barthez. Kyoyama ciężko westchnęła.

- Jak wygląda?- zapytała jeszcze.

- Uwierz mi, poznasz go od razu. 

Wyszła przed szkołę i rozejrzała się dookoła. Poczekała kilka minut i wtedy usłyszała silnik samochodu, a dopiero potem ujrzała jak czerwone sportowe auto podjeżdża pod samą bramę. Oczywiście wokół zrobił się zamęt i natychmiast zbiorowisko męskiej populacji szkoły zgromadziło się przy zagranicznym samochodzie. Jednak gdy kierowca opuścił swój pojazd, pozostała, tym razem żeńska część pojawiła się by podziwiać urodę młodego chłopaka. 

Naturalnie był wysoki, dobrze zbudowany, szatyn z zielonymi oczami. Czarny t-shirt i jeansy leżały na nim tak dobrze, że było to wręcz niemożliwe. Westchnienia wydały się z ust licealistek i medium wiedziała że to właściwa osoba. Podeszła do nerwowo rozglądającego się chłopaka, co niestety nie wywołało pozytywnej reakcji u reszty dziewczyn.

- Trzeci pokój na lewo.- oznajmiła lodowatym tonem. 

- Możesz mnie zaprowadzić?- uśmiechnął się nieśmiało. Spojrzała na niego z politowaniem, że nie może sam trafić. Odwróciła się i zaczęła iść szybkim marszem, żeby pozbyć się niepotrzebnych problemów w postaci starszego brata. 

Wśród tłumu znaleźli się również bliźniacy wraz z Mantą i Ren`em.

- Chyba masz nowego rywala Yoh.- w końcu wydusił to z siebie starszy z bliźniaków. - Wysoki przystojny szatyn o zielonych oczach, bogaty…. Francuz. A powinieneś wiedzieć, że wszystkie kobiety mają pewną słabość do tego narodu. – dodał. – A ty Ren co tak stoisz? Czyżbyś też miał słabość do pewnej Francuski?- zagadnął z głupim uśmieszkiem do Tao, na co chińczyk prychnął. 

Yoh tylko bardziej się załamał po całej wymianie zdań, szczególnie że zauważył, że ów mężczyzna był pod wrażeniem Anny. Zresztą kto by nie był, gdyby stanęła przed nim blondynka o pięknych ciemnych oczach, zgrabna z długimi nogami. Zdecydowanie musi powiedzieć Annie żeby kupiła nową spódnicę, dłuższą od tej co ma i co z tą bluzką?! Czemu taka opięta się zrobiła i dlaczego Anna odpięła jej guziki przy dekolcie! 

Był sfrustrowany i nawet nie wiedząc kiedy, ruszył za parą która znikła w murach szkoły. W końcu nie na darmo słyszy się plotki o tym co się dzieje w pokoju pielęgniarki. Hao zaśmiał się na ten widok i również poszedł za swoim bratem. 

Zanim bliźniaki tam dotarły, Anna zdążyła już się ulotnić. Denerwował ją tajemniczy starszy brat, mimo że nic nie mówił to czuła jak wlepia w nią swój wzrok. 

- Anna!- zawołał niemalże zrozpaczony Yoh, jednak w pokoju zostało tylko rodzeństwo.

- Yoh-kun?- zdziwiła się szatynka. – Hao?- dodała widząc drugiego bliźniaka.

- A więc to są Ci bliźniacy, o których mi tyle opowiadacie z Nicole.- powiedział wysoki szatyn. 

- Pierr!- zwróciła uwagę swojemu bratu. 

No jasne! Jak inaczej może się nazywać idealny francuz jak nie Pierr!

Yoh był coraz bardziej zdenerwowany. To był drugi raz, gdy czuł się zazdrosny. Nienawidził tego uczucia, szczególnie że wiedział o uczuciach Anny, jednak nie potrafił ukryć swojej złości. Roxanne widziała po twarzy młodszego z braci, zdenerwowanie.

- Anna poszła chyba do klasy, albo do samorządu.

- Arigato!- zawołał wybiegając jednocześnie z pokoju. Właściwie sam do końca nie rozumiał swojego pośpiechu. Być może przeczucie… Zobaczył ją opierającą się o lodówkę z napojami. 

- Anna?- zapytał niepewnie. Nie wiedział czy jest zła, czy coś się stało. 

- Nani?- nawet na niego nie spojrzała.

- Wszystko ok?- upewnił się.

- Tak, oprócz tego że jest tak cholernie gorąco, a lodówka przyjmuje tylko drobne.- odpowiedziała zirytowana. Yoh sprawdził swoje kieszenie i podał jej wyciągnięte monety. Nie wiedział co się z nim dzieje, dawno nie czuł się tak niespokojny i rozkojarzony. Być może było to wynikiem tego upału jaki panował za oknem, ale czuł się dokładnie tak samo gdy zostawał ze swoją narzeczoną sam na sam. Zlustrował ją wzrokiem i chociaż w mundurku widywał ją już tyle lat dzisiaj wyglądała pociągająco. Szczególnie gdy przyłożyła zimną puszkę do swojej szyi by się ochłodzić. Kropla wody spłynęła po jej ciele w dół znikając za bluzką, a on nie krył się z tym że dokładnie śledził jej tor. 

- Gapisz się.- zwróciła mu uwagę, a on zawstydzony tym że został przyłapany na gorącym uczynku odwrócił wzrok i delikatnie się zarumienił. Obawiała się niewygodnych pytań, Yoh był dosyć prostolinijny i szczery, a ona tak samo jak wcześniej nie czuła się gotowa do bycia z nim sam na sam. Uznała że najlepiej będzie gdy po prostu wróci do klasy.

Na lekcji chociaż chciał nie mógł się na niczym skupić. Jego oczy wciąż wracały do niej wzrokiem i z każdym jej ruchem, poprawienia włosów, oparcia się na krześle, założenia nogi na nogę czuł jak to dziwne uczucie w nim wzrasta. Wiercił się nieustannie na krześle chcąc wyjść z tej dusznej sali licząc, że może wówczas mu się polepszy, ale nawet wtedy gdy znaleźli się już poza murami szkoły cały czas nie odrywał od niej wzroku.

- O co Ci chodzi?!- warknęła w końcu.

- Unikasz mnie.- powiedział to co bała się usłyszeć. 

- Jestem po prostu zajęta. W sobotę otwarcie, jest jeszcze dużo rzeczy do zorganizowania.- źle się czuła z tym, że go zbywa i okłamuje. Jednak najwyraźniej szatyn jej uwierzył, gdyż nie drążył dalej tematu.

Dzień mijał i chociaż próbował kilka razy zaczepić swoją narzeczoną, to ona w kółko go zasłaniała dużą ilością obowiązków. 

- Jesteś żałosny.- skwitował Hao zachowanie swojego bliźniaka. - Nie domyślasz się o co chodzi?

- Mam kilka teorii.- odrzekł młodszy z braci, jednak wiedział że Król i tak powie swoje.

- Jest przerażona zmianami. Boi się otworzyć całkowicie, a tego będzie wymagał rytuał połączenia Yasakani-no-magatama.- młodszy z braci milczał, analizując usłyszane słowa. Nie przejął się tym faktem tak jak Anna bo nie chował do siebie nic. Tymczasem ona miała to wręcz wpojone, więc co takiego skrywa że nie chce by on się o tym dowiedział?

- Znasz już jej największą tajemnicę.- odparł starszy z braci, domyślając się o czym jego kopia myśli. - Problem leży gdzie indziej. 

- Przestaniecie wreszcie plotkować lenie patentowne?! - usłyszeli jej krzyk, co mogło oznaczać jedno - Anna miała dla nich listę zadań do wykonania. 

Mimo to Yoh poczuł pewnego rodzaju ulgę, że nie wszystko się zmieniło. Nie mając wyjścia ruszył do swojej ukochanej, modląc się by lista kończyła się na kilku a nie kilkunastu pozycjach.

***

Cześć!

Bardzo chciałam dodać rozdział 12 maja, ale niestety lekko mi się poślizgnęło...

W każdym razie wszystkiego najlepszego dla bliźniaków!

Poza tym po tak długiej nieobecności chciałam dodać coś lepszego niż rozdział przejściowy, bo niestety ale tak bym właśnie określiła to co powyżej się prezentuje.

Doszłam ostatnio do wniosku, że chce nadal pisać. Potrzebuje po prostu motywacji, którą są oczywiście opowiadania o shaman king (tutaj ukłon w stronę Rin i Spokoyoh) jak i odnowione anime (nawet mi się podoba ta przyspieszona akcja...) no i rzecz jasna odzew po opublikowaniu od czytelników :)

Odkryłam również wspaniałą aplikację Wattpad, gdzie założyłam konto i chce dodawać rozdziały tego opowiadania, ale poprawione :) 

Link: https://www.wattpad.com/story/267545750-hoshi-no-seichi


Bardzo Wam dziękuje, za to że nadal chcecie czytać moje opowiadanie i w tajemnicy zdradzę że kolejna część jest już prawie skończona i jestem z niej bardzo zadowolona. Mam nadzieje, że nie dodam jej w takim odstępie czasowym jak tą :)

Trzymajcie się zdrowo!